Bieg o Breńskie Kierpce

Nigdy jeszcze nie byłam w Brennej, ogólnie to w tych okolicach. No może poza wizytą w Cieszynie, w wieku około 7 lat z moją babcią. Pamiętam (z rodzinnych opowieści), że jechałam z babcią wyciągiem na jakiś szczyt i babcia zapomniała zamknąć tą „wajchę” bezpieczeństwa na ławeczce i tak sobie szybowałyśmy, aż nie zauważył tego mój wujek, który jechał w wagoniku za nami. Od tego czasu nie korzystam z kolejek. Wolę wbiegać na górę. Bezpieczniej 😛

Wracając do zawodów, to trasa Biegu o Breńskie Kierpce liczy 15,3 km z przewyższeniem ok 600 m. Jest to bieg anglosaski – ok 7 km pod górę, a potem już prawie tylko w dół.

Do Brennej przyjechaliśmy z Jackiem w piątek wieczorem i poszliśmy jeszcze na spacer, na rekonesans fragmentu trasy. Wybraliśmy się dość późno, bez czołówek, więc udało się nam zwiedzić tylko pierwsze 3 km podbiegu. Podbieg jest konkretny, więc wchodziło się fajnie, ale schodzenie, po luźnych kamieniach w moich asfaltowych UltraBoostach nie było najprzyjemniejsze. Dużo lepiej się zbiega niż schodzi 😛

Bieg startował w niedzielę o 10:45 (natomiast druga fala o 11:30). Było bardzo ciepło, więc przetruchtaliśmy na rozgrzewkę ok 2,5km, a potem uciekliśmy do cienia na sprawność. Spotkaliśmy sporo znajomych, więc rozgrzewka szybko zleciała.

Z Agatą, Kazkiem, Ulą i Danielem


Patrząc na obsadę zawodników szykowały się kolejne Mistrzostwa Polski 😀 Mocno było zarówno wśród kobiet (Dominika Stelmach, Anna Ficner, Martyna Kantor, Dominika Wiśniewska Ulfik – same medalistki MP w biegach górskich i w dodatku z tego roku!), jak i wśród mężczyzn (Sylwek Lepiarz, Tomek Skupień, Piotr Jaśtal, Pavel Brydl, no i oczywiście Jacek Sobas). Zatem wiedziałam, że będzie mocne ściganie!!!

Przedstartowe uśmiechy. Widać, że nie „pełną gębą” 😉

Na starcie zjawiły się wszystkie wymienione powyżej panie. Ruszyliśmy. Pierwsze 2km prowadziły po asfalcie. Płasko i szybko. Postanowiłam nie podpalać się, zacząć spokojnie i ruszyć z kopyta na podbiegu. I tak też było. Ruszyłam swoim tempem.

Pierwsze metry prowadzą wałem wzdłuż rzeki i… targowiska 😉

Biegłam w okolicach 6 miejsca wśród kobiet (nagradzana jest pierwsza 5). Biegnąc na tej 6 pozycji od razu pomyślałam sobie „O nie! Tym razem nie będziesz 6 tak jak na Sowie! Dziś będziesz na podium! Ale spokojnie. Ruszysz na podbiegu!”

W tym miejscu kończył się ok. 2 kilometrowy asfaltowy odcinek i zaczynał długi, ok. 4 kilometrowy podbieg
Fot. biegigórskie.pl

Na 3km zaczął się podbieg. Niemalże po kilku krokach wyprzedziłam dziewczynę przede mną i już byłam 5. Cały czas widziałam przed sobą Anię Ficner, Martynę Kantor i Dominikę Wiśniewską Ulfik. Jakieś 500-700m później dobiegłam do Martyny i wyprzedziłam ją na mocnym podejściu. Wiedziałam, że mocno podbiegam i tu czułam się bardzo pewnie. Jedak cały czas miałam w głowie, że Martyna bardzo dobrze zbiega i na pewno wyprzedzi mnie na zbiegu. W sumie to cały bieg jakbym czekała, kiedy mnie wyprzedzi… 😉

No ale lecimy dalej. Pod koniec 3 km był punkt z wodą. Wiedziałam, że będą 3 punkty na trasie, więc nie brałam ze sobą softflaska z wodą. Woda była tylko w butelkach 0,5l (nie było kubków z uwagi na COVID). Chwyciłam jedną. Wypiłam kilka łyków i wywaliłam. 4 km to nadal podbieg. Na 5 km też jest pod górę, ale pojawiają się już wypłaszczenia. 6 km to samo. Cały czas widziałam przed sobą Anię i Dominikę. Do tej pory (od 3 km) trasa prowadziła cały czas w lesie.

Hala Jaworowa
Fot. Magdalena Sedlak

Na około 6 km wybiegliśmy na przestronną, dużą polanę (hala Jaworowa), tam pojawił się już pierwszy dłuższy zbieg po trawie.

Hala Jaworowa
Fot. Magdalena Sedlak

Po hali Jaworowej, od 7 km straciłam już z pola widzenia dziewczyny przede mną, bo było bardzo dużo zakrętów. Zaczął się odcinek ze zbiegami, podbiegami i wypłaszczeniami i tak w kółko. Biegłam cały czas w towarzystwie kilku tych samych mężczyzn. Na pierwszym kamienistym zbiegu leciałam jak nie ja! Najlepszą oznaką, że radzę sobie wyjątkowo dobrze na zbiegu było to, że żaden facet mnie nie wyprzedził! Zazwyczaj to ja wyprzedzam na podbiegu, a na zbiegu zostaję w tyle za facetami. A tu nic z tych rzeczy! Cały czas biegłam tu za/lub obok jednego z biegaczy.

Na ok. 10-11km było miejscami trochę błota i wody na trasie. Ciężko było to ominąć. Biegłam na samym skraju tego błota i łapałam się… drutów kolczastych 😛 Biegacz biegnący przede mną wywinął niezłego orła w to błoto!

Takich kałuż na całej długości trasy było chyba ze 3
Fot. Magdalena Sedlak

Eksperymentowałam też trochę z jedzeniem, bo wydawałoby się, że to krótki bieg i jeść nie trzeba, jednak stwierdziłam, że potestuję jedzenie żela małymi łyczkami. Otworzyłam Humę o smaku mango na ok 7 km i co ok. 5-7 min brałam po małym łyczku. Nie miałam żadnego pasa na biodra, do którego mogłabym go schować, więc trzymałam go w spodenkach (w pasie). Czasem przemieszczał się w okolice majtek 😛

Prawdę mówiąc, to po tym jak wyprzedziłam Martynę Kantor na ok 3km trasy, cały czas zastanawiałam się kiedy mnie dogoni i w sumie cały bieg jakbym na nią czekała… Im byłam dalej, tym czułam się pewniej. Dlatego tak szybko zbiegałam, nawet jakby mnie miała dogonić, to jak najpóźniej 😉 Na ok 13 km był mocny, stromy i kamienisty zbieg. A mnie dalej nikt nie dogania 😀 Na 14 km zbieg prowadził po łące, która nachyleniem przypominała stok narciarski. Mózg zaczął mi się już obijać o czaszkę 😀 i chwilami już myślałam, że nie zapanuję nad nogami 😀

Ostatni zbieg i rura do mety!
Fot Aktywne TRIO

Po zakończeniu zbiegu widać było już na wprost metę, ale trasa nie prowadziła od razu do niej. Trzeba było skręcić lewo, pobiec jakieś 500m po wale wzdłuż rzeki, skręcić na mostek i już wtedy czekała nas ostatnia prosta, około 500 m do rzeki. Wtedy, biegnąc wzdłuż wału widzieliśmy zawodników, którzy są za nami. Żadnej dziewczyny nie wypatrzyłam. Finalnie zawodniczka nr 5 dobiegła 5 min. za mną. A co do Martyny, to na mecie okazało się, że zeszła z trasy, podobno na dość wczesnym etapie, czyli po rozpoczęciu podbiegu.

Meta! Nikt mnie już nie gonił, nikogo nie byłam w stanie dogonić, więc mogłam się spokojnie uśmiechać 🙂

Dobiegłam 4! Cieszyłam się bardzo, bo wszystko w tym biegu zagrało!

  • Na mocnym, ok. czterokilometrowym podbiegu spisałam się całkiem OK – jak podbiegałam, to ciągle przypominałam sobie zeszłoroczną rozmowę z Izą Zatorską tuż po biegu na Jaworzynę w Krynicy i rady, które mi udzieliła.
  • Na zbiegach starałam się naśladować technikę zbiegania Bartka Przedwojewskiego. Latać jak on zapewne nigdy nie będę, ale wzorować się mogę 😉
  • Jadłam łyczkami, jak radziła Dominika Stelmach (akurat dzień przed zawodami słuchałam podcastu z nią).

Jednym słowem, wzoruję się na najlepszych 🙂

Na mecie dużo śmiechu, miłe pogawędki i spotkania.

Z czego my się tak śmiałyśmy z Dominiką?! 😀 Chyba z Daniela 😛

Wyniki mężczyzn:

  1. Sylwek Lepiarz
  2. Piotrek Jaśtal
  3. Jacek Sobas
  4. Tomek Skupień
  5. Paweł Buczek

Wyniki kobiet:

  1. Dominika Stelmach
  2. Anna Ficner
  3. Dominika Wiśniewska-Ulfik
  4. Karolina Obstój
  5. Ula Paprocka
Dekoracja open kobiet
Fot. Magdalena Sedlak

Pełne wyniki tutaj.

Właśnie takie biegi najbardziej mnie rozwijają. Cały czas w skupieniu. Ani na chwilę nie mogłam sobie pozwolić na zluzowanie. Cały czas goniłam i uciekałam. Jestem zadowolona z siebie. A to chyba najważniejsze 🙂

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *