Chojnik – półmaraton z górką!

Legenda głosi, że na zamku Chojnik mieszkała księżniczka Kunegunda. W dawnych czasach nie wystarczyły oxy Prady i majtki Tommy Hilfiger, żeby zdobyć księżniczkę! Wówczas trzeba było wsławić się jakimś heroicznym wyczynem! Kunegunda poszła po bandzie! Wymyśliła, że swoją rękę odda temu, kto w pełnej zbroi objedzie na swoim wierzchowcu wokół murów zamku. Oczywistym było, że zadanie to jest niemalże niewykonalne, bo zbocza zamku są bardzo strome, jednak czego się nie robi dla kasy! Tatuś Kunegundy był zamożny, więc z pańskiego stołu również dla zięcia co nieco by skapło. Chłopaki szaleli! I wszyscy spadali w przepaść. Pojawił się w końcu jakiś młodzian (Kilian podobno go zwali), który od razu spodobał się Kunegundzie! Niby szczupły, ale żyła z niego była niezła! Objechał zamek, a jego koń utrzymał go w siodle (wieść niosła, że koń był podkuty w jakieś Salomony, co to było, nikt nie wiedział…)! Księżniczka oszalała! Poleciała co sił w nogach ucałować swojego ogiera, ale on ani drgnął! Powiedział, że nie ma zamiaru brać ślubu z kobietą, której pycha pozbawiała życia tak wielu młodych mężczyzn. Podobno Kundzia ze sportów, to lubiła jedynie pasjansa postawić, więc Kilian olał księżniczkę. Kunegunda nie mogła znieść takiej zniewagi i upokorzenia! No bo co ludzie w Jeleniej powiedzą? Że Kilian Kundzi nie chciał? Jak on śmiał w ogóle?! Kunegunda niewiele myśląc, rzuciła się w górską przepaść…

Fot. UltraLovers

Mnie do miana księżniczki daleko. Na imię też mam stokroć ładniej 😀 Castingu na męża też nie robię, bo mam już najlepszego biegacza! Co zatem łączy mnie z Kunegundą? Jak to kiedyś była mowa w reklamie: „francuskie filmy i zgaga”, czyli prawie nic 😀 Po co zatem zawracam Wam nią głowę? Na wypracowaniach w liceum, zawsze ocena była wyższa, jeśli pojawił się jakiś kontekst literacki, historyczny… Zatem moja aluzja do Konegundy była właśnie pod publiczkę 😛 Może relacja będzie dzięki temu bardziej poczytna 😀

Dobra, koniec tych bajeczek. Schodzimy na ziemię, na półmaraton z górką! Jakoś nigdy nie planuję, tego biegu, a biegałam tu już dwa razy. W tym roku był to już trzeci raz. W 2018 byłam druga, w 2019 pierwsza, no i w tym roku sami wiecie 😉

Fot. UltraLovers

Wybór dystansu jest oczywisty! Najkrótszy 😛 Półmaraton z górką. Niech Was nazwa nie zwiedzie. Z półmaratonem ma on tyle wspólnego, co ja z Kunegundą, bowiem liczy 29,5 km i ok 1440 m przewyższenia. W sumie podobny dystans i przewyższenie ma Kamienna Trzydziestka, ale po pierwsze jeśli mam wybór, to wolę pobiegać z rana (trzydziestka jest zawsze po południu), a po drugie wolę biegać w słoneczku, a nie w deszczu! Przepraszam! Ulewie i burzy! Na marginesie, apeluję do organizatorów o zmianę nazwy tego biegu na Deszczową Trzydziestkę! Sama się o to przez lata upomina 😀

Profil trasy półmaratonu z górką

W tym roku organizatorzy zmienili trasę. W 2019 r wszyscy (w tym ja) marudzili, że ten ok. siedmiokilometrowy zbieg po asfalcie był, delikatnie mówiąc, nieprzyjemny dla czwórek! W tym roku biję się w piersi i błagam o wybaczenie 😛 Bo zbieg koralową ścieżką wcale nie był lepszy 😛 Już bym wolała zbiegać tym asfaltem 😀

Wróćmy jednak do początku, albo do dwóch tygodni przed zawodami. Byliśmy akurat z Jackiem na przedłużonym weekendzie w Przesiece. Przez 3 dni pod rząd biegaliśmy codziennie tą samą trasą. Czyli początek reglami, potem niebieskim szlakiem podbieg na rozdroże pod Śmielcemi i zbieg koralową ścieżką. Obiegaliśmy sobie dwa najtrudniejsze odcinki trasy – stromy podbieg i stromy zbieg. Fajnie było tak dokładnie poznać trasę i kojarzyć niemalże każdy kamień na podbiegu.

Fot. UltraLovers

W dniu startu – jak to kiedyś powiedział jeden z komentatorów sportowych – „świeżości w kroku nie było”! A to wszystko za przyczyną weekendu tydzień przed Chojnikiem. Zaaplikowałam sobie dwa starty dzień po dniu, czyli półmaraton i dwunastkę na Letnim Biegu Piastów. Oba wygrałam, więc było warto. Jednak luźniejszy krok miałam dopiero w piątek, a start w Chojniku był w sobotę, więc rychło wczas 😀

Przez to COVIDowe zamieszanie start był falowy, co 10 minut. Ja jednak startowałam w elicie, czyli w pierwszej grupie startującej o 8:00. W tej grupie startował też Jacek i Ania Lulis.

Tuż za startem
Fot. Tropem Ultra

Wystartowaliśmy. Na końcówce drugiego kilometra zaczął się podbieg. Biegłam od początku jako pierwsza kobieta i w okolicy ok. 10 miejsca open. Na 3 km już zaczęło się robić „ciekawie”, bo nagle jeden z biegaczy zatrzymał się skonsternowany, bo nie wiedział, w którą stronę należy biec. Niby była szarfa żółta (oznaczająca dobrą trasę), ale zrobiło się małe zamieszanie… Tracka w zegarku nie miałam, bo moja aplikacja Suunto odmówiła posłuszeństwa (do dzisiaj zresztą!). Dogoniła nas zgraja facetów, ale nagle ustaliliśmy, że trzeba biec TUTAJ. Na szczęście była to dobra trasa, ale coś tam pod nosem sobie zaklęłam. PS tak, tak robiliśmy rekonesans trasy, ale jak wspominałam nie całej, i akurat tego miejsca nie miałam obieganego.

Fot. Przemek „Bako” Kwiatkowski

Potem zaczęły się regle, czyli delikatnie pod górkę, delikatnie z górki. Szło nieźle. Na 10 km zaczął się podbieg. Początkowo biegowy, w sumie przez pierwsze 2 km. Na ok. 12,5 km rozpoczęła się zabawa – podbieg niebieskim szlakiem. Na odcinku 2,8 km było 560 m przewyższenia. Konkret! Lubię to! Zaczęłam wyprzedzać facetów, ale tylko kilku, bo w sumie nie za wielu było przede mną. Po kilometrze podbiegu byłam już na około 6 pozycji. Nie mam Stravy, ale wiem, że na tym odcinku jest segment (Jacek i Dawid Lulis zawsze mnie o tym poinformują!). Zerknęłam zatem na zegarek na początku podbiegu i na szczycie. Wykręciłam swój rekord: 33min 45 sek. Kto zna ten podbieg, ten wie, że nie da się go podbiec w całości. Trzeba czasem przejść do marszu, bo po prostu fizycznie nie da się tak wysoko podnieść nogi w biegu (przynajmniej ja nie umiem). Niektóre kamienie trzeba pokonać przechodząc do marszu, ale tego marszu było niewiele.

Dobiegłam na górę! Połowa dystansu za mną! Ależ tam wiało! Trzeba było przebiec niecały kilometr w kierunku Odrodzenia. Dobrze się tam biegło. Cały czas mijałam ludzi z innych, dłuższych dystansów, którzy często coś do mnie krzyknęli, więc czas leciał szybko.

Początek zbiegu na koralowej ścieżce. Uśmiech tylko dlatego, że fotograf krzyknął „Hej Karolina!”
Fot. Robert Urbaniak / Bike Life

Na ok 16,5 km zaczął się zbieg koralową ścieżką, który miał ok. 6 km długości. Na 17 km przegonił mnie Maciek Pisarek, w sumie to sama mu zeszłam z drogi, żeby go nie blokować (ostatecznie był na mecie 7, jedno miejsce przede mną). Na 18 km wyprzedził mnie Aleksander Łężniak, ten od Monk Sandals, ale biegł w butach 😉 Pomyślałam sobie, kurde co kilometr będzie mnie ktoś wyprzedzał?! 😛 Ale nie. Następny facet dobiegł do mnie dopiero na ok. 20 km – Maciej Żukiewicz.

Złapana w locie
Fot. Robert Urbaniak / Bike Life

Zbieg skończył się na ok 21-22 km i wbiegliśmy z powrotem na regle. W tym miejscu już odczułam trochę zmęczenie i chciałam żeby ta meta była już jak najszybciej! Po chwili spotkałam kolegę Przemka „Bako”, który kręcił się po trasie i nam kibicował. Przebiegł ze mną ok 2 km. Trochę mnie podniósł na duch, mówiąc „Dobrze wyglądasz! Zmęczyłaś się w ogóle?!” 😀 Nie wiem czy mówił prawdę, ale pomogło! Dobra zagrywka psychologiczna 😉 Na reglach wyprzedziłam Aleksandra Łężniaka, który chyba miał jakiś kryzys mocy. Od punktu żywnościowego na 23 km (który ominęłam) biegłam już sama mając przed sobą Maćka Żukiewicza. Cały czas wpatrywałam się w jego białą koszulkę, byleby tylko go nie zgubić! Żeby jeszcze bardziej zmotywować się do niestracenia go z oczu, wyobraziłam sobie, że… jest kobietą i muszę go (ją) gonić 😀

Na 26 km zaczął się dość stromy podbieg. To oznaka, że Chojnik jest blisko! Dobrnęliśmy do punktu kulminacyjnego! Schody na Chojnik! Ale mi się już tu nie chciało… Nie wiem ile jest tych schodów, ale dłużyły mi się… Tuż za Chojnikiem straciłam już z pola widzenia „białą koszulkę”.

Zbieg z Chojnika. Kto układał te kamienie? Chyba robił to za karę 😛
Fot. Mountain Majk

Na zbiegu po prostu już chciałam spokojnie dobiec do mety. Na odcinkach w miarę bezpiecznych starałam się wyciągać nogi i biec szybko, ale na trudnych fragmentach z wielkimi kamieniami, poruszałam się ostrożnie. Nie chciałam niepotrzebnie ryzykować.

Jakiś 1 km za Chojnikiem
Fot. Mountain Majk

Byłam już na płaskim. Uff… niecały kilometr płaskiego i meta! No nie do końca… Na jakieś 500 m przed metą zamiast skręcić w lewo, pobiegłam prosto… Niby były czerwone szarfy oznaczające, że nie jest to prawidłowa trasa, ale nie wiem czemu tam pobiegłam! Serio! Przebiegłam jakieś 150-200 m i cały czas czułam, że coś jest nie tak! Zorientowałam się, że biegnę asfaltową ścieżką z namalowanymi nartorolkarzami, taką samą na której truchtaliśmy na rozgrzewce. Kurde! Przecież tą drogą wybiegnę na metę od du…y strony!!! Zawróciłam!!! Jaka ja byłam wtedy zła! Chciałam, jak taka mała dziewczynka, rozpłakać się i tupnąć nóżką! Poklęłam pod nosem i ruszyłam. Teraz już w dobrą drogę! Straciłam minutę, może dwie. Na szczęście nikt mnie nie wyprzedził.

Meta!!!

Dobiegłam na metę jako 8 open i pierwsza kobieta. Cieszyłam się bardzo. Zwycięstwo zawsze cieszy. Strasznie mi się chciało pić! Wypiłam niezliczoną ilość kubków wody i zjadłam chyba z 0,5 kg arbuza.

– „No i jak, 8 open może być?” 😀
Fot. MMPhoto

Jacuś był trzeci na półmaratonie! Ania Lulis dobiegła druga! Z dużą przewagą nad trzecią! Suuuper! 🙂 Dawid Lulis dobiegł na 10 miejscu w maratonie! Też się bardzo cieszył, a my z nim! Ale z nas team! 🙂 Fajnie było na tej mecie! Aż nie chciało się stamtąd wracać. Dobrze jest mieć z kim dzielić swoją radość…

Przebrana w suche ciuchy.
Fot. UltraLovers

Co do jedzenia i picia, to nie korzystałam z punktów (były dwa). Miałam ze sobą 3 żele Huma i 0,5l wody. Wodę wypiłam praktycznie całą. Zjadłam 2,5 żela. Z nimi też miałam przygody… Od pewnego czasu żele jem po małych łyczkach co ok 7-10 min. Po ok. 40 min biegu otworzyłam pierwszy żel, wzięłam łyka i resztę schowałam do kieszonki w kamizelce. Za 7 min sięgam do kieszeni, a tam ciapa! Nie wiem jak ja mogłam to zrobić, ale wsadziłam żel do góry nogami i połowa wyciekła…

Link do pełnych wyników.

Dekoracja była dopiero o 17:00, więc wróciliśmy wspólnie do Szklarskiej. Prysznic, jedzonko i z powrotem do Jeleniej. Tuż przed 17 mocno się rozpadało i rozpętała się burza. Skryliśmy się pod daszkiem. Deszcz w końcu przestał padać i odbyła się lekko opóźniona dekoracja.

Z Anią obie uradowane 😀

Refleksje po biegu:

  • Nigdy nie zagłębiałam się w zasady liczenia punktów na Rate My Trail, ale po zwycięstwie zmniejszyła mi się ilość punktów z 757 na 751. Chyba niepotrzebnie biegłam 😛 Za łatwe biegi (dużo mniejsze przewyższenie), typu Letni Bieg Piastów dostałam sporo więcej punktów… O co tu chodzi? Może ktoś czytał regulamin RMT? 😛
  • Jeśli startujesz na jakimś festiwalu biegowym, typu Chojnik i zależy Ci na dużej ilości fotek z trasy, to nie wybieraj najkrótszych dystansów 😛 Najlepiej dystanse od 70 km wzwyż 😀
  • Jestem zwolenniczką tego, aby w pakietach nie było koszulek, ale była opcja zakupu dla chętnych. Często są słabej jakości i nie ma co z nimi potem robić. Na Chojniku tak właśnie jest, z tą różnicą, że koszulki są świetne! Design mają zawsze bardzo chwytliwy! Zatem ja, jako przeciwniczka koszulek, wyjątkowo kupiłam koszulkę poza pakietem i jestem bardzo z niej zadowolona!
  • Jeszcze jedna malutka uwaga – wiadomo, nie biegamy dla nagród, ale skoro nagrody już są dla trzech pierwszych zawodników, to moim zdaniem nagrody dla tej trójki powinny być w miarę na podobnym poziomie, bez jakiegoś znaczącego dysonansu. W tym roku na połówce 1 i 2 miejsce otrzymało fajną nagrodę – bon do sklepu na produkty marki Inov, a 3 miejsce jakieś „gratisy” od Volvo… Moim zdaniem można było uciąć trochę kasy z nagród za 1 i 2 miejsce i w ten sposób „uzbierać” na nagrodę za 3 miejsce 😉 Tak do rozwagi 😉
  • Żeby zakończyć radośnie, to kolejny rok z rzędu pochwalę całą otoczkę tej imprezy! Niesamowita spójność, dbałość o detale, docenienie zawodnika ma mecie, sprawnie działające social media (na bieżąco relacje na FB), to właśnie wyróżnia Festiwal na Chojniku! Dlatego chce się tu wracać!
Chojnikowe koszulki

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *