City Trail – Wrocław 2.11.2019 r

Po październikowym postoju z powodu choroby, w listopadzie byłem już zdrowy i wypoczęty! Na piątkowy rozruchu wyszedłem z Karoliną i Przemkiem a na trasie spotkaliśmy Grześka Gronostaja i to był dobry znak! Zrobiliśmy przez niego aż 14 kilometrów „rozruchu”. Dla mnie szokiem było to, że Grzesiu wytrzymał nasze tempo 5:10-15/km! Sąsiad, tak jak i drugi, czyli Andrzej Witek, truchtają po 4:00-10/km. My z Przemkiem jesteśmy ze stajni Edka Rydzewskiego i nasze truchty to raczej 4:40-5:00/km. Sam Edek powtarzał, że w czasach wyczynowej kariery pierwszy zakres biegał najszybciej 4:20/km a życiówkę w maratonie miał 2:13:59. To inna liga niż to co my w Iten prezentujemy. 

Wróćmy do city…Na początek wspólnie z Karoliną, Przemkiem i Pawłem (kolejny kolega z Kędzierzyna-Koźla) zrobiliśmy 4 kilometry rozgrzewki w zawrotnym tempie 6:07/km. Idealnie w myśl naszych idei #WolnoTruchtam & #SzybkoBiegam. Po truchcie 20 minut spokojnej gimnastyki i 3 przebieżki na dogrzanie! Jestem gotowy! Ale na co? Dawno nie biegałem nic szybkiego i nie wiedziałem w zasadzie na co mnie stać. 

foto: Tomasz Pawlicki

Start! Na pewno nie chciałem szaleć! Od startu utworzyła się grupa 5 osobowa, w której prowadził Francuzik! Za nią biegł w charakterystycznej koszulce kadrowej USA, Mikołaj Czeronek i 2 metry za nim ja. Starałem się biec szybko, ale zachować względny luz! Pierwszy kilometr za mną! 3:08 pokazał GPS, nie jakoś kosmicznie, ale luzu nie ma 😛 Czeronek odskoczył więcej. Za mną słyszę rywali, ale nie mam pojęcia kto tam się znajduje. Po prostu biegnę. Drugi kilometr pokazuje 3:12! Całkiem rześko, myślę! Za sobą słyszę już tylko jedną osobę, która podąża za mną jak cień. Trzeci kilometr już zwalniam… Wreszcie dociera do mnie, że wszyscy biegną w kolcach i mają przewagę! A ja na błocie jednak trochę tańczę…

foto: Andrzej Szczot

3-ci kilometr w 3:20 i jakoś zaczyna być ciężkawo. Cholera, 15:59 ucieka! W połowie 4 kilometra zawodnik, który czaił się za mną cały bieg wychodzi przede mnie, trzymam się 200-300 metrów za nim, ale za chwilę znowu postanawiam go zmienić! 4 km tylko 3:18… Szybka matematyka i wychodzi, że będzie 16 z przodu… Znowu?! W oddali widzę Przemka na 6-tej pozycji i nagle ten mój cień, Skibiak Kacper wystrzela do przodu jak z armaty, jak ja kiedyś! Jest 10, 20, 40 metrów przede mną! W oddali widzę, że jest po chwili obok Przema, który chyba płaci za szarżę na początku. Ja mając pusto przed sobą i za sobą chcę już tylko doczłapać do mety ostatnie 500 metrów. Coś niesamowitego dzieje się na 60-70 metrów przed metą, widzę zegar a tam 15:37,38,39… Cholera jest 15! Jeszcze się uśmiecham i pokazuję palcem na zegar, który pokazuje 15:48! Jestem na mecie! Brutto wychodzi chyba 15:50 ale to już nieważne! Jest 15! I cholera bez jakieś wielkiej walki! Nowa trasa na city, szybsza! I to był mój dzień, bo przy kolcach i większym cierpieniu byłoby i 15:30-35! Trochę zapomniałem jak się biega takie krótkie biegi… Ale było fajnie! Kolejny bieg w styczniu, bo na grudzień mam inne plany. 

foto: Tomasz Pawlicki

Na drugi dzień po biegu moje ścięgno Achillesa bardzo mocno boli… Szybkie bieganie z łydki nie jest takie zdrowe. Niektórzy myślą, że bieganie na środstopiu jest najzdrowsze – ja tak nie sądzę. Jak pokazuje Artur Kozłowski można biegać z pięty 2:10 w maratonie 😉

foto: Andrzej Szczot

Dzisiaj wtorek i zaliczyłem dwóch kolegów fizjoterapeutów Mateusza Jamrozika i Dawida Lulisa. Indyba, punkty spustowe, fala uderzeniowa, kastet i jakieś igły…:P Sam już nie wiem co to było. Czekam na poprawę! Bo #NieMaMiętkiejGry! Może to dzięki opasce tak szybko pobiegłem city????!!! Czas pokaże 😉

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *