„Henryk Szost. Rekordzista” – recenzja

Znacie pewnie to uczucie, kiedy książka podoba się tak bardzo, że z jednej strony chciałoby się ją jak najszybciej przeczytać, ale paradoksalnie czytacie ją powoli, bo chcecie jak najdłużej się nią delektować. Tak miałam właśnie z Henryk Szost. Rekordzista, autorstwa Jakuba Jelonka i Marty Kijańśkiej-Bednarz.

Czego możecie się spodziewać po książce?

  • Jest to historia Henryka Szosta chronologicznie opisująca najważniejsze momenty biegowej kariery. Można się sporo dowiedzieć o początkach przygody z bieganiem, biegach górskich, epizodzie z nartami biegowymi. Od kuchni opisuje przygotowania maratońskie na obozach polskich i zagranicznych. Nie brakuje szczegółowych opisów ważnych dla Henia biegów, w tym oczywiście maratonu, w którym pobił rekord Polski, czy Igrzysk Olimpijskich.
  • Dużym plusem książki jest to, że czuje się, że są to słowa samego Henia. Nie wiem na ile autorzy ingerowali w oryginalne wypowiedzi Henryka, jednak biorąc pod uwagę składnię i dobór słów, wydaje się, że ta ingerencja była niewielka. Dzięki temu miałam wrażenie jakbym czytała wywiad-rzekę, co oceniam jak najbardziej na plus.
  • Interesujące są także – przeplatające się przez całą książkę – fragmenty z serii Inni o Henryku. Fajnie poczytać, co o Heniu mówi mama, trenerzy, koledzy biegacze i niebiegacze oraz inne osoby, które z nim na co dzień obcują lub obcowały.

Książka obfituje w wiele ciekawych historii. Można się m.in. dowiedzieć:

  • czemu Heniu po jednym z biegów miał siniaki na żebrach,
  • jak mu się trenowało z Marcinem Chabowskim,
  • dlaczego nie robi siły biegowej w postaci skipów i wieloskoków,
  • jakie miejsce na świcie jest jego zdaniem idealne do treningu dla biegaczy,
  • co sądzi o piciu piwa i o „wsparciu” PZLA i wiele innych (często zabawnych) historii.

Czytając tą książkę nie sposób nie dojść do wniosku, że Henryk Szost swój sukces zawdzięcza przede wszystkim:

  1. niebywałym zdolnościom do regeneracji – potrafi wykonać bardzo ciężki trening i zadziwiająco szybko się odbudować. Dzięki temu może robić dużo mocnych jednostek, które windują jego formę do góry. Chciałoby się powiedzieć „nie róbcie tego w domu” 😉 Po przeczytaniu tej książki pewnie niejednemu biegaczowi przyjdzie do głowy myśl „dobra, to ja teraz też będę kończył treningi w trupa, z twarzą w kolorze zielono-niebieskim!”. Niekoniecznie jest to dobry pomysł. Pamiętajcie, że takie rzeczy, to tylko Szost 😉
  2. wybitną umiejętnością wyjścia poza strefę komfortu – wiele osób może trenować nawet równie mocno co Henryk, ale tylko on potrafi dać z siebie tak dużo na zawodach, żeby osiągać najlepsze wyniki (z rekordem Polski na czele). Mistrzów treningu jest wielu, ale prawdziwego mistrza poznaje się po tym, że umie trening przekuć na wynik. Umie cierpieć bardziej niż inni. Totalnie wyzerować swój organizm. Biec do odcięcia. Taki jest właśnie Heniu.

Bardzo się cieszę, że taka książka powstała, bo brakuje książek o polskich lekkoatletach. Fajnie się czyta o zawodowcu. Jego maraton wygląda całkiem inaczej niż trening amatora. Amator, nawet bardzo ambity zazwyczaj walczy tylko ze sobą. Ustala tempo jakim zamierza biec i stara się je utrzymać. Tyle (albo aż tyle). Zawodowiec biegnie taktycznie. Walczy z przeciwnikami. Często dostosowuje tempo do tempa innych biegaczy. Robi zrywy (co w przypadku amatora może oznaczać koniec maratonu). Dobiega do mety na totalnych oparach. Fajnie poczytać o takiej perspektywie biegu.

Mam nadzieję, że po przeczytaniu tej książki już nikt nie będzie śmiał się pod nosem „jaki to Szost jest słaby bo zszedł z trasy w Rio…”

Jedyne do czego mogłabym się doczepić, to:

  • brak opisów zdjęć i umieszczanie ich bez związku z treścią zawartą na danej stronie;
  • dwa ostatnie rozdziały to taki powrót do przeszłości – niektóre treści dotyczą lat młodzieńczych i moim zdaniem można by je umieścić, zgodnie z chronologią, w początkowych rozdziałach (np. akapit Przygody na biegach), zaś inne treści są w tym rozdziale powtarzane – była już o nich wcześniej mowa (np. o zamiłowaniu do łowiectwa).

Osobiście cieszę się, że taka książka powstała. Po jej przeczytaniu mój szacunek i podziw dla dokonań Henia Szosta wzrósł jeszcze bardziej. Myślę, że każdy biegacz – dla którego bieganie jest pasją, a nie tylko okazją do schudnięcia – będzie tą książką zafascynowany. Książką, a raczej jej bohaterem.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *