Ku chwale ojczyzny, czyli Bieg Niepodległości we Wrocławiu!

Uroczyste odśpiewanie hymnu przed startem fot. Gazeta Wrocławska

11 listopada to data szczególna w sercu każdego Polaka! To właśnie tego dnia w 1918 roku nasza ojczyzna, Rzeczpospolita Polska po ponad 123 latach niewoli odzyskała niepodległość!
Jak co roku nie wyobrażam sobie tego, by uczcić pamięć naszych przodków w inny sposób, niż poprzez udział w jednym z setek tysięcy biegów organizowanych z tej okazji w całym kraju!

W tym roku zdecydowałem się na udział w Biegu Niepodległości we Wrocławiu. Decyzja ta nie była przypadkowa, ponieważ od jakiegoś czasu właśnie w tym mieście mieszkam. Postanowiłem więc skorzystać z tego, że mam bieg „u siebie”, na miejscu. Dodatkowo ciekawił mnie fakt organizacji tego biegu po raz pierwszy oficjalnie przez Miasto Wrocław. Organizatorzy gwarantowali atrakcyjną, szybką trasę, piękną oprawę, oraz koszulkę i medal pamiątkowy. Trzeba przyznać, że wszystko zostało zrealizowane w 100%, a sam bieg odbył się z wielką pompą! Ale zacznijmy od początku…

10.11. (Niedziela)

Tego dnia późnym popołudniem przybyliśmy do Wrocławia wraz z przyjaciółmi (z tego miejsca serdeczne pozdro leci do Państwa Bielików 🙂 ) . Niezwłocznie udaliśmy się do biura zawodów w celu odbioru pakietów startowych. Cała procedura w biurze przebiegła ekspresowo i bardzo sprawnie! Obsługa nie miała żadnych problemów z wydaniem pakietów, oraz udzieleniem najważniejszych informacji odnośnie biegu.

Po odbiorze pakietów wróciliśmy do mnie. Był czas na zjedzenie kolacji i chwilę relaksu (tak, tak tradycyjnie postawiliśmy na sprawdzony posiłek przedstartowy czyli… pizze 😀 ). Wbrew pozorom wcale tak wcześnie spać nie poszliśmy, bo było grubo po 23, gdy zakończyliśmy seans filmowy 😀
Nazajutrz rano delikatne śniadanko, rytuały przedstartowe typu: przypięcie numerka startowego, rozeznanie w logistyce, przygotowanie prowiantu, izotoników itd.
Około południa spaghetii, chwila relaksu przy planszówce „Zombicide” i przed 14 wyruszyliśmy w drogę na wrocławski rynek.

Wczesne przybycie to nie był najlepszy pomysł, było zimno i mocno wiało… ale cóż. Pokręciliśmy się wokół rynku, obejrzeliśmy strefę startową i metę, a następnie uciekliśmy siąść do… Burger Kinga! 😀 Zamówiliśmy kawę, ogrzaliśmy się, pogadaliśmy i czas zleciał. Po 15 umówiliśmy się na rynku z rodziną moich przyjaciół. Oni jako kibice rozsiedli się wygodnie na ławeczce tuż przy starcie pilnując naszego dobytku, a my z Piotrkiem B. zaczęliśmy rozgrzewkę około 15:40.

Ciężko było znaleźć odrobinkę wolnego miejsca, żeby potruchtać wśród wszechobecnych tłumów ludzi. Udało się jednak pokrążyć częściowo trasą biegu wokół rynku, częściowo bocznymi uliczkami. Na rozgrzewkę złożyło się 4 km spokojnego truchtu, później 25 minut solidnej gimnastyki i kilka przebieżek rytmowych.

Około 16:45 zostaliśmy poproszeni przez spikera o zajmowanie miejsca w strefach startowych. Przebicie przez tłum ludzi do strefy „elita” o dziwo poszło bardzo sprawnie! 😀 Zająłem miejsce z przodu i… byłem jedynym biegaczem w strefie elity! 😀 postanowiłem jeszcze wykonać kilka przebieżek rytmowych, żeby nie ostygnąć. Kilka minut później pojawili się zawodnicy i zawodniczki zajmując wyznaczone miejsca w strefie. Wśród elity pojawili się zawodnicy z Kenii, Ukrainy, a także wielu znakomitych rodzimych zawodników m.in. Emil Dobrowolski, Darek Boratyński, oraz prywatnie mój kolega a zarazem sąsiad czyli znany i lubiany we Wrocławiu maratończyk/ultras Andrzej Witek (serdeczne pzdr dla Ciebie Andrzeju!) 🙂

Tuż przed startem nastąpiła uroczysta chwila, krótkie przemówienie prezydenta Wrocławia, Pana Jacka Sutryka, a następnie wspólne odśpiewanie hymnu! Trzeba przyznać, że 4 zwrotki Mazurka Dąbrowskiego, zaśpiewane przez ponad 4 tysiące gardeł wprowadziły mnie w stan „flow”! 🙂 Zagrzany do boju, zarówno fizycznie jak i psychicznie zacząłem wspólne odliczanie z tłumem i spikerem od 11 do słów start połączonych z wystrzałem!!!

Dynamiczny start w połowie mojej skromnej osoby! 😀 Fot. Gazeta Wrocławska

Start był bardzo szybki, wystrzelili zawodnicy z Kenii oraz przodujący im zawodnik z Ukrainy! Ja zabrałem się tuż za plecami Emila Dobrowolskiego, a tuż obok mnie biegł przyklejony Andrzej Witek oraz Darek Boratyński z którymi stworzyliśmy grupę pościgową za koalicją ukraińsko-kenijską.

Pierwszy kilometr pokonałem 3:02! Cholera żwawo, pomyślałem! Ale kierując się maksymą Akademii Biegania #niemamiętkiejgry! Więc co by się nie działo trzymam Emila i nie puszczam! Kolejny drugi kilometr jeszcze szybszy 3:01, ja nadal trzymam! Trzeci 3:02, czuję się bardzo dobrze, jest pięknie! Emil tak jakby zwolnił, zrównał się ze mną i patrzy zdziwiony na moją twarz! Biegniemy bark w bark, a nawet przez chwilkę to ja dyktuję tempo biegu. Emil zrywa nagle tempo i ciśnie! Patrzę na zegarek, który wskazał tempo chwilowe 2:54/km! Skąd ten zryw już na 4 km? Co się dzieje!? (jak się później okazało Emil myślał, że jestem Ukraińcem i chciał mnie zgubić! 😀 ). Nie chcąc stracić kontaktu i szansy na super wynik postanowiłem zabrać się za Dobrowolskim, 4 kilometr minęliśmy w 2:58! W tym momencie Andrzej Witek puścił grupę, a Darek został kilka kroków z tyłu. Piąty kilometr i półmetek znowu 3:02/km, w tym momencie Emil zaczął delikatnie odskakiwać, a Darek Boratyński dał mi zmianę, od tego momentu lecieliśmy w dwójkę w pogoni za Emilem! Szósty kilometr nadal utrzymywaliśmy tempo 3:02 jak w zegarku! 😀 Siódmy kilometr delikatnie tempo spadło 3:04, po paruset metrach gdzieś w okolicach 7,7 km dałem zmianę Darkowi i ruszyłem zdecydowanie przed siebie! 8 km 3:04, czyli wciąż nieźle! Na dziewiątym kilometrze zacząłem już odczuwać trudy biegu, Darek biegł przyczajony kilka metrów za plecami! Na około 400 m do mety gdy dotarliśmy do wrocławskiego rynku i zaczęła się kostka brukowa Boratyński wystrzelił jak z procy mijając mnie! Byłem bezsilny, wyczerpany, gdy odjechał kilka metrów to próbowałem gonić ale niestety przewaga rosła, ale w głowie była jedna myśl „Jest dobrze, dowieź to do mety”! Ostatnie metry biegu pokonałem w tempie około 3:00/km wpadając na metę z czasem 31:18 jako 6 open i 3 Polak! Radość, ogromna radość i satysfakcja! 🙂 W tych słowach mogę streścić towarzyszące mi emocje! 🙂 Po biegu podszedłem pogratulować rywalom i zamieniłem kilka słów z Emilem. Był zaskoczony, gdy przedstawiłem się! Wyjaśnił mi wtedy ten nagły zryw na 4 km i tłumaczył, że mnie nie poznał biorąc za Ukraińca (biegłem w koszulce EA Le Creusot 😀 ).

Po starcie z medalem na szyi, opatulony w koc termiczny szybko podbiegłem do przyjaciół, żeby odebrać swoje rzeczy i się ubrać! Odebrałem gromkie gratulacje z ich strony, i również im pogratulowałem 🙂



30 minut później odbyła się dekoracja. Zajmując 3 miejsce wśród obywateli Rzeczpospolitej Polskiej zostałem poproszony o wejście na podium! To było kapitalne uczucie, świetna oprawa, gdyż podium było umieszczone na środku rynku! Niestety Daro gdzieś zaginął w tłumie i nie było go na dekoracji 🙁 Pogratulowałem więc Emilowi, zaprosił mnie na pierwszy stopień i stojąc wspólnie z kibicami zaśpiewaliśmy hymn narodowy! To było wspaniałe uczucie! Miałem ciary i nawet mała łezka zaszkliła się gdzieś tam w oczach! Piękny bieg, piękna chwila!



Po zejściu z podium poproszeni zostaliśmy o dopełnienie formalności w biurze. Wszystko przebiegło bardzo sprawnie, a później…. A później udaliśmy się w gronie przyjaciół do Pizzy Hat i… ja tam byłem i grzane wino piłem! 😀

Cieszę się, że dane mi było pobiec w tak dobrze zorganizowanym biegu i móc uczcić pamięć Niepodległej! Organizację imprezy oceniam bardzo dobrze! Trasa, jej zabezpieczenie, towarzysząca oprawa, to wszystko spinało się w piękny całokształt! Ku chwale ojczyzny! 101 lat Polsko!
Wrocławiu widzimy się za rok! 🙂




Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *