Letni Bieg Piastów – Półmaraton – dzień 1

Każdy z nas jest pewnie trochę niewyżyty jeśli chodzi o udział w zawodach w tym roku. Moje podejście do tego „wyjątkowego” sezonu 2020 jest takie, że startuję sporo. Nawet co weekend. W tygodniu max jeden szybszy akcent treningowy i reszta to spokojne, regeneracyjne wybiegania. Zawody, w których startuję oscylują wokół 15-20(paru) km, więc mogę sobie chwilowo pozwolić na taką częstotliwość.

Dlatego po raz kolejny pojawiłam się na Letnim Biegu Piastów w Jakuszycach. Startowałam tu już wiele razy. Z tego co pamiętam, dwa razy wygrałam tu półmaraton, raz byłam 3. Uwielbiam Izery, bardzo często tu biegam, więc decyzja o starcie była oczywista.

Tydzień przed zawodami wybraliśmy się w czwórkę: ja, Jacek, Ania i Dawid Lulis na rekonesans trasy, bowiem w tym roku trasa półmaratonu została całkowicie zmieniona w porównaniu do zeszłorocznych edycji. Według mnie, nowa trasa jest ciekawsza, m.in. dzięki wbieganiu na Wysoki Kamień. Przez to, że ok. 9km prowadzi po asfalcie, trasa wydaje się również szybsza. W tym roku liczyła 22km i ok. 453 m przewyższenia. Jak na bieg górski to niewiele. W sumie nazywać ten bieg biegiem górskim to dużo powiedziane, bo jedyny górski element na tym biegu to wbieg na Wysoki Kamień. Reszta to po prostu solidny trail. Co nie oznacza, że nie jest to świetna trasa. Wręcz przeciwnie! Zatem jakby ktoś z Was dopiero rozpoczynał przygodę z górami, to ten bieg będzie idealnym wstępem.

Podczas rekonesansu na zawody byłam zapisana tylko ja. Jacek bardzo chał biec, ale niestety w ten sam weekend musiał pojawić się w Warszawie na spotkaniu Asics. Ania i Dawid także nie mieli w planach biec LBP, ale po rekonesansie, Ani tak się trasa spodobała, że zachciało jej się też pobiec 😉 A jak już kobieta coś postanowi… 😀

Z Anią, jak widać, miałyśmy dobre humory na starcie 🙂
Fot. Marcin Oliva Soto

Do Szklarskiej pojawiłam się już w piątek. W sobotę rano wspólnie z Anią i Dawidem pojechałam do Jakuszyc. Klasyczna rozgrzewka, czyli 2km truchtu, ok. 10 min. sprawności, dwie przebieżki i lecimy na start. Pogoda do biegania była idealna, około 16-18 stopni, rano lekko kropiło (na rozgrzewce już w ogóle nie padało), ale po rozgrzewce już czułam się bardzo komfortowo i wcale nie było mi zimno.

Fot. Marcin Oliva Soto

Punktualnie o 10:00 wystartowaliśmy. Maseczkę z twarzy schowałam w spodenki, jak zwykle 😀 i lecimy! Wystartowałam kontrolując sytuację. Jedna z dziewczyn wystrzeliła dość mocno (okazało się, że finalnie była druga na mecie – Emilia Romanowicz), ale spokojnie się jej przytrzymałam i wyprzedziłam po ok. 400m od mety. I już prowadzenia ani na chwilę nie oddałam 😉

START!
Fot. Marcin Oliva Soto

Pierwsze 500m trasy to miękka, trawiasta ścieżka. Potem do ok. 3km ciągnie się asfaltowy podbieg, ale bardzo łagodny, więc szybko się nim biegnie. Na ok. 3km zbiega się leśną, miękką ścieżką, miejscami ze sporą ilością błota, żeby po chwili na ok. 6km zacząć znowu podbiegać, tym razem po trawiastej ścieżce. Na 8km znowu zaczyna się zbieg, początkowo po miękkiej ścieżce, a potem wpadamy na szeroką delikatnie opadającą w dół „autostradę”. Asfaltu tu nie ma, ale ścieżka jest na tyle utwardzona, że biegnie się niemal jak po ulicy.

Cały czas biegło mi się dobrze. Szybko, ale dobrze. Noga podawała. Czułam się wypoczęta. Nie oglądałam się za siebie, ale czułam że sytuacja jest pod kontrolą. Miałam ze sobą pas na biodrach Compessport, w który spakowałam żel Huma i małego softflaska z 300 ml wody, więc nie korzystałam z punktów na trasie, tylko popijałam małymi łyczkami od czasu do czasu swoją wodę.

Na ok. 11km zaczął się mój ulubiony fragment trasy, czyli ostry podbieg na Wysoki Kamień.

Tuż pod Wysokim Kamieniem. Na sam szczyt nie wbiegaliśmy, bo prowadzi on po wąskich schodach, więc biorąc pod uwagę, że półmaratończycy doganiali na trasie ultrasów (czerwone nr startowe), to zrobiłoby się lekkie zamieszanie.
Fot. Rafał Bielawa

Tam mogłam pokazać się od najlepszej strony i prześcignąć kilku facetów, którzy co prawda na płaskim odcinku mnie przegonili, ale co tam 😀 Cały podbieg oczywiście biegłam i czułam się naprawdę dobrze!

Przy dobrej widoczności, z Wysokiego Kamienia można liczyć na takie widoki na Karkonosze.
Fot Dominik Kalamus

Wysoki Kamień zaliczałam bardzo często na wycieczkach biegowych w Izerach, więc nic mnie nie mogło tu zdziwić.

Wysoki Kamień
Fot. Rafał Bielawa

Po minięciu Wysokiego Kamienia czekało nas ok 4km lekko pofałdowanego odcinka do Kopalni Stanisław, który też mam dobrze obiegany. Od Kopalni, którą mijaliśmy na 16km trasy do mety prowadzi blisko 6 km zbiegu po asfalcie. Nie zbiegałam jakoś strasznie szybko, łapałam nawet czasem trochę pobocza, żeby nie nabijać tak nóg na asfalcie. Przed sobą w oddali widziałam grupkę mężczyzn. Wypatrzyłam wśród nich Dawida. Tej pracy rąk nie da się z nikim pomylić 😀

Na jakieś 2,5km przed metą znajomi Kuba i Magda krzyknęli mi, że mam za sobą pusto. W ogóle sporo ludzi mi kibicowało po trasie, za co bardzo dziękuję! Nawet nie wiecie jak to pomaga! A propos dopingu, to na starcie usłyszałam, że jakiś kibic krzyknął do biegacza za mną „Trzymaj się tej dziewczyny!” Potem kilkukrotnie słyszałam na trasie: „Trzymaj się tej laski!” 😀 Rozbawiło mnie to 😛

Ok. 2km przed metą, mijająca mnie turystka krzyknęła, że mam 3 min przewagi! Super! Rozluźniłam się i zbiegałam bez spiny. Nawet wyciągnęłam softflaska i zobaczyłam, że jest prawie do połowy pełny. No to zaczęłam pić. Co będę nosić wodę na metę 😀 Przez kilometr biegłam nawet z flaskiem w ręku, żeby zobaczyć jak to jest trzymać coś w dłoni podczas biegu. Ku mojemu zaskoczeniu, okazało się, że wcale mi to nie przeszkadzało.

Ostatnie metry przed metą
Fot Dominik Kalamus

Ostatnie 500m do mety prowadzi miękką, trawiastą ścieżką. Przyspieszyłam, żeby rozpędzona wpaść na metę 😀

A na metę wbiegam tak 😀
Fot. Marcin Oliva Soto

Na mecie kapitalnie przywitał mnie komentator, znany z biegów górskich Patyczak! Robi niesamowite show! Facet ma naprawdę talent. Cały czas gada! Nie wiem, jak jego gardło to wytrzymuje 😉

Fot Dominik Kalamus

Na mecie spotkałam Dawida, który dobiegł ok. 1 min przede mną i wspólnie zaczekaliśmy na Anię.

Po 3 min dobiegła druga dziewczyna, Emilia Romanowicz.
1. Karolina Obstój 1:39:29
2. Emilia Romanowicz 1:42:27
3. Ewa Łukasiewicz 1:44:54

Pierwsza trójka kobiet
Fot Dominik Kalamus

Ania była 6 kobietą! I jak się okazało miała identyczny czas co 5 dziewczyna, z którą przegrała tylko o setne sekundy! Dlatego nawet jak ktoś wbiega przed Wami na metę nawet metr wcześniej, to ciśnijcie do końca, bo może się okazać, że ta osoba później od Was przekroczyła linię startu i na mecie jej/jego czas netto będzie krótszy od Waszego. Tak ku przestrodze 😉

Fot. Marcin Oliva Soto

Atmosfera na mecie była naprawdę bardzo fajna! 🙂 Wszędzie pełno znajomych. Miło było się z Wami wszystkimi spotkać!

Chwilę odsapnęliśmy, ubraliśmy kurtki i poszliśmy jeszcze na 2km roztruchtania.

Pierwsza 6 kobiet! Z Anią szczelnie zabezpieczyłyśmy czołówkę kobiet 😀
Fot. Marcin Oliva Soto Fot. Marcin Oliva Soto

Dekoracja odbyła się bardzo sprawnie i szybko, więc nie musieliśmy za długo marznąć. Mnie było dość chłodno, usta miałam aż fioletowe. Zmęczony organizm nie jest w stanie wyprodukować tyle ciepła.

Miałam tak fioletowe usta, że zostałam posądzona o postoje na trasie na jedzenie jagód 😛
Fot. Marcin Oliva Soto

Po dekoracji wróciłam do Szklarskiej żeby się regenerować, bo jutro czekało mnie kolejne wyzwanie, o czym wiedziała tylko garstka ludzi, plus Ci, którzy sprawdzili listy startowe 😀

Ta fota idealnie podsumowuje ten dzień! Rozbiliśmy bank!
Podpisów pod to zdjęcie mam w głowie mnóstwo! Czyż bieganie to nie jest radość?!
Fot. Marcin Oliva Soto
A no i były jeszcze jakieś wywiady 😀
Fot. Dawid Lulis

Pełne wyniki: link