Niepo(d)legła!

Czemu Świerki?

11 listopada to dzień, w którym rozgrywana jest chyba największa ilość biegów w ciągu roku. Przez dwa poprzednie lata biegałam w tym terminie w Kępnie, w ulicznym biegu na 10 km. Dlaczego zatem w tym roku padło na bieg górski Świerkach? Po pierwsze, dlatego, że jestem świeżo po roztrenowaniu, więc nie ma formy na szybkie bieganie po ulicy, a start na zaliczenie jakoś średnio mnie kręcił. Po drugie, zawody te liczą się do Ligi Biegów Górskich, w których zajmuję obecnie 9 miejsce wśród kobiet (nagradzanych jest 10 pierwszych zawodników i zawodniczek https://racelog.pl/result/liga-biegow-gorskich-2019-K ). Choć muszę przyznać, że wysoka pozycja w tej klasyfikacji nie była moim nadrzędnym celem sezonu – gdyby tak było, to startowałabym w tych biegach, które są najlepiej punktowane. Ja natomiast startowałam w tych, które były dla mnie atrakcyjne / interesujące, a Liga była przy okazji. Szczerze mówiąc, to dopiero w połowie roku zorientowałam się, że mimo, iż od początku nie startowałam w biegach najlepiej punktowanych, to mam szansę być w pierwszej dziesiątce, dlatego postanowiłam wystartować jeszcze w kilku biegach punktowanych w Lidze, żeby spróbować załapać się w dziesiątce. Czy się uda? Okaże się na wielkim finale, który odbędzie się 23 listopada podczas Półmaratonu Orła w Górach Sowich, gdzie start zapowiedziała śmietanka biegów górskich zarówno wśród kobiet jak i mężczyzn.

Tydzień poprzedzający zawody

Zanim przejdę do sedna, czyli opisu zawodów, warto wspomnieć, jak wyglądał treningowo ostatni tydzień przed startem, bowiem nie prezentował się jak klasyczny tydzień przedstartowy 😀 Gdybym podchodziła do tych zawodów na poważnie, to klasycznie w na dwa dni przed startem zrobiłabym zapewne wolne (a ja zrobiłam wtedy 17,5 km), natomiast dzień przed – ok 6-8 km + klika rytmów. I oczywiście absolutnie nie poszłabym na dwa dni przed startem do sauny, co w tym przypadku miało miejsce :D. Przyczyną tych wszystkich odstępstw od normy było obóz Muay Running Team w Przesiece, w którym brałam udział.

Ekipa Muay Running Team
Fot. Jacek Deneka UltraLovers

Będąc w Karkonoszach nie mogłam sobie odmówić biegania, choć z Jackiem biegaliśmy chyba najmniej ze wszystkich, więc i tak nie poszłam na całość 😀 Oczywiście wszystko robiłam świadomie, wiedziałam, że nie będę „świeża” na starcie, ale traktowałam te zawody zabawowo, bez żadnej spiny.

Szczegółowo mój ostatni tydzień przed startem wyglądał tak:

Zawody

Do Świerków pojechałam rano z Kamilą Bartosik, na luzaku przegadałyśmy całą drogę. Poranek był bardzo słoneczny, temperatura chyba niecałe 10 stopni, idealnie na zawody! Po dojechaniu na miejsce odebrałyśmy pakiety startowe, w których było m.in. ciasto 😀 Potruchtałyśmy wspólnie ok. 2 km, potem z 15 min. sprawności i ze 3 rytmy. Na 10 min. przed startem oddałam do depozytu cieplejsze ubranie i poleciałam na start, gdzie oczywiście spotkałam sporo znanych mi twarzy.

Trasa zawodów liczy ok. 10 km, ok. 300 m przewyższenia i prowadzi po okolicznych wzgórzach. Od Kamy dowiedziałam się, że będziemy przebiegać obok domu świeżo upieczonej noblistki – Olgi Tokarczuk.

Fot. pobrana ze strony Organizatora

Wystartowaliśmy. Od pierwszych metrów wyszła na prowadzenie Zuzanna Mokros (złota medalista Mistrzostw Polski z tego roku m.in. w biegu w stylu alpejskim), której nie zdołałam dogonić. Zatem niemalże od samego startu biegłam na drugiej pozycji i również jako druga ukończyłam bieg.

Fot. pobrana ze strony Organizatora

Pierwszy kilometr to dość spory podbieg. Trasa była wąska, ludzi sporo, starałam się wyprzedzać, powstrzymywały mnie jedynie rosnące przy ścieżce krzaki róży, ale nie dałam się im – kilka podrapań na ręce nikomu nie zaszkodzi ;). Kolejne kilometry, to mocno crossowa trasa po polnych ścieżkach. Dość miękko, dużo biegania po trawie, zero odbicia, mocno siłowy bieg. Lubię takie podłoże! Cały czas trasa pogórkowata.

Fot. pobrana ze strony Organizatora

Od ok. 5,5 km do 6,5 km kolejny podbieg. To właśnie chyba w tym miejscu podniosłam na chwilę głowę i zobaczyłam naprawdę piękny krajobraz! Muszę się chyba wybrać na jakiś trening w te rejony, bo uwielbiam takie trasy – lekkie podbiegi, małe przewyższenia.

Fot. pobrana ze strony Organizatora

Na 8 km wbiegliśmy do lasu. Mega się zdziwiłam, kiedy zobaczyłam podbieg na Włodzicką Górę! To było bardzo strome podejście! Strome, ale krótkie, więc raz dwa i byłam już na szczycie.

Fot. pobrana ze strony Organizatora

Potem, w okolicach 8,5 km czekał na nas bardzo ostry, ale bezpieczny, twardy zbieg do mety. Cisnęłam mocno w dół, bo nie wiedziałam, czy przypadkiem na plecach nie mam trzeciej zawodniczki. Na mecie okazało się, że miałam kilkuminutową przewagę, więc de facto ostatni kilometr mogłam nawet przetruchtać się do mety. Biegłam jednak bardzo szybko! Ostatnie 200 m prowadziło po asfalcie, więc można było się rozpędzić.

Fot. pobrana ze strony Organizatora

Tuż po wbiegnięciu na metę, ubrałam się w ciepłe ubrania i poszłam potruchtać. Miałam zamiar zrobić ze 2-3 km, ale spotkałam znajomych, pobiegałam więc z nimi trochę dłużej i wyszło 4 km spokojnego schłodzenia.

Pomimo niestandardowego ostatniego tygodnia przed startem, nogi były w całkiem niezłym stanie. Jestem chyba przygotowana do takiego nakładającego się zmęczenia – przygotowując się do maratonu zdarza mi się robić np. dwa mocne treningi dzień po dniu, właśnie po to żeby zasymulować i przygotować się do tego zmęczenia, które będzie mnie czekało na zawodach. Bez pracy nie ma kołaczy 😉

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *