„Piotr Hercog. Ultrabiografia” – recenzja

Szczerze mówiąc, nie przeszło mi nigdy przez myśl, żeby kupić tą książkę. Dostałam ją w prezencie i… podchodziłam do niej trochę jak pies do jeża… Wynikało to z tego, że mimo że jestem biegaczką i moje życie kręci się wokół biegania, to biegi ultra nie są do końca moim światem. Owszem, czytałam niejedną książkę o biegaczach ultra, ale jakoś nigdy nie wkręciły mnie te historie z jedzeniem pizzy czy kremówek podczas zawodów… Nie moja bajka… Dlatego do Hercoga też zbierałam się ociężale, bo myślałam, że będzie jak na biegu ultra – długo i nudno (oczywiście, w mojej opinii, a trzeba zaznaczyć, że ultra nigdy nie biegłam :p).

Zaczęłam jednak czytać, bo:

  1. to przecież prezent i co odpowiem, jak Remik zapyta „Karolina, jak tam książka?” 😉
  2. bo znam z biegowych ścieżek Jacka Antczaka, autora książki, więc interesowało mnie co tam „zmalował”,
  3. …nic lepszego nie wpadło mi akurat w ręce 😀 Wiem, wiem kiepski początek, ale później było już tylko lepiej!

Ultrabiografia to zbiór mega ciekawych opowieści, które zaciekawiają z każdą stroną. Nie ma nudy, tak jak w życiu Piotrka.

Jeśli miałabym użyć tylko jednego słowa do zrecenzowania tej książki, to byłoby to: ZASKOCZENIE.

  • Zaskoczenie niesamowitymi historiami, jakie przydarzyły się Piotrowi, zarówno w latach młodzieńczych jak i dorosłych. Przygód miał tyle, że można by nimi obdzielić niejedną osobę, a i tak miałaby co opowiadać w towarzystwie wzbudzając zainteresowanie. A podejrzewam, że w książce i tak nie zostały opisane wszystkie ciekawe sytuacje. Niektóre przygody były śmieszne, jak np. ta z malowaniem dachu kościoła i wodą święconą. Moja ulubiona! 😀 Nie powiem Wam, co Piotrek robił z tą wodą, ale zaręczam, że nawet dla tej jednej historii warto przeczytać tę książkę :D. Inne historie zadziwiające, jak np. zdobycie Piku Lenina o kulach. Były też przygody niebezpieczne, kończące się pisaniem przez Piotra testamentu na kombinezonie na dnie jakiejś jaskini, którą eksplorował z kolegami, gdzie zostali uwięzieni (jak myśleli – na amen).
  • Zaskoczenie tym, że nawet rajdy przygodowe, w których brał udział Hercog też były takie ciekawe i obfitujące w niesamowite przygody (często ciekawsze niż z zawodów biegowych!).
  • Zaskoczenie, a raczej zainspirowanie mnie tyloma ciekawymi biegami, w których mogłabym wystartować! Oczywiście nie na dystansie ultra, lecz jakimś krótszym, ale czytając tą książkę, myślałam sobie „kurczę, ja też tak chcę!” I googlowałam, czy na zawodach / festiwalach, w których brał udział Piotrek, są organizowane też biegi na krótszym dystansie.

Bardzo fajnym – i raczej rzadko spotykanym rozwiązaniem – jest zastosowany w książce zabieg, przeplatania historii z lat młodzieńczych z opowieściami z czasów dorosłości. Te pierwsze są związane przede wszystkim z marszami na orientację i eksploracją jaskiń, a drugie z rajdami przygodowymi i zawodami biegowymi. Pierwsze – mimo że czasami również bardzo ciekawe, śmieszne czy niebezpieczne – interesowały mnie ciut mniej niż udział w zawodach biegowych, więc przeplatanie historii z młodości z tymi z dorosłości, było świetnym pomysłem z mojego punktu widzenia, bo ani chwili się nie nudziłam. Wręcz przeciwnie!

Książka jest napisana lekkim językiem, ładnie wydana i okraszona wieloma fotografiami z zapierającymi dech w piersiach widokami.

Morał z tego taki, że warto czasem dać komuś / czemuś szansę i „zabrać się” za coś, co nie do końca nas zachęca, bo efekt może nas bardzo pozytywnie zaskoczyć. Gorąco polecam tę książkę! Nie tylko ultrasom! 🙂

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *