„Pod górę” – recenzja książki

Pod górę. Trening dla biegaczy i skitourowców autorstwa Steve’a House’a, Scott’a Johnston’a oraz Kilian’a Jornet’a, wydana przez Wydawnictwo Galaktyka. Od razu zaznaczę, że czytając książkę odnosi się wrażenie, że zdecydowana większość treści pochodzi od dwóch pierwszych autorów. Natomiast Kilian został zapewne zaproszony do współpracy nad książką w celu podzielenia się swoim doświadczeniem. Była to również świetna zagrywka marketingowa, bo House’a i Johnston’a nie każdy kojarzy, ale kto nie zna Kiliana? 😉

Pojawienie się nazwiska Kiliana na okładce spowodowało, że czytelnicy postawili poprzeczkę – co do oczekiwań w zakresie wartości merytorycznej książki – bardzo wysoko. Ja również. Nie zawiodłam się!

Nauka i doświadczenie

Nie jest to książka, którą przeczytamy jednym tchem. Po pierwsze, jest dość gruba (442 str.). Po drugie, przede wszystkim początkowe rozdziały z sekcji: Fizjologiczne podstawy treningu wytrzymałościowego i Metodologiczne podstawy wytrzymałości, są bardzo merytoryczne i mimo, że autorzy starają się wytłumaczyć prostym językiem i za pomocą porównań, w jaki sposób bieganie oddziałuje na organizm człowieka, to mimo wszystko zrozumienie tego procesu wymaga sporo skupienia, a czasem wręcz przeczytania jednego akapitu kilkukrotnie. Co absolutnie nie jest wadą tej książki. Po prostu zrozumienie ATP, czy produkcji kwasu mlekowego, nie jest tak proste jak przeczytanie przepisu na naleśniki 😉

Na szczęście – co uważam za duży walor tej książki – wszelkie treści merytoryczne są przeplatane prawdziwymi opowieściami biegaczy i skitourowców. Merytoryka i podejście naukowe łączy się tu z empirią. Myślę, że właśnie w tym tkwi duży sukces tej książki. Pozycja ta zyskuje respekt zarówno u osób, które najwyżej cenią sobie badania naukowe (i na tej podstawie budują zaufanie np. do danych form treningowych) oraz u osób, dla których podstawą są doświadczenie i praktyka.

Świetnym przykładem odejścia od nauki i docenienia doświadczenia, są słowa Kiliana, który mówi: „Słuchaj swojego ciała. (…) Każdy musi opanować tę trudną sztukę rozpoznawania zmęczenia ogarniającego ciało”. W punkt! Szczególnie w dzisiejszych czasach, gdzie fiksujemy się na punkcie tętna, kwasu mlekowego, a jak zegarek „powie nam”, że mamy regres formy, to rwiemy włosy z głowy. Słuchajmy swojego organizmu! Najważniejsze są nasze odczucia, a nie te wszystkie bajery!!! Z książki tej bije przekaz: Nie udziwniaj. Siła w prostocie. Słuchaj organizmu.

Skarbnica rad

Podczas czytania, co jakiś czas chciałam krzyczeć na głos: „Tak! Ja też tak myślę!” Bardzo się cieszę, że została wydana książka, która dobitnie mówi o tym, jak – i jak długo! – powinien wyglądać proces budowania biegowej formy. Autorzy odnoszą się do podstawowych błędów popełnianych przez biegaczy i tłumaczą dlaczego nie można biegać od razu za dużo i za szybko, co w dzisiejszych czasach trzeba wręcz wykrzyczeć!

Często biegacze nie ufają poradom, może zaufają słowu pisanemu? Może dzięki tej książce zrozumieją, że:

  • Efektów nie osiąga się na już. BIEGANIE WYMAGA CIERPLIWOŚCI I CZASU. Najważniejszą rzeczą dla początkującego biegacza wytrzymałościowego jest zbudowanie możliwie najlepszej bazy tlenowej.
  • Spokojne treningi tlenowe, czyli wybiegania powinny być podstawą treningu. Zdarza się, że część ambitnych biegaczy ulega pokusie nadużywania intensywnych treningów, podczas gdy spokojne wybiegania traktują, jako… stratę czasu. Autorzy dobitnie tłumaczą, że trzymanie się przez dłuższy czas dużej intensywności treningowej nie skończy się sukcesem.
  • Nie od razu Rzym zbudowano, czyli nie od razu setkę przebiegnięto. Rosnąca popularność biegów ultra sprawia, że coraz więcej osób chce przebiec 100 km. Jakby przebiegnięcie w relatywnie szybkim czasie, jakiegoś krótszego dystansu, przestało być wyzwaniem. Możliwe, że uda im się przebiec tę setkę za pierwszym razem i dotrą na metę bez kontuzji. Startują zatem w niedługim czasie w kolejnym biegu ultra – udaje im się go ukończyć i przeświadczeni o swojej wyjątkowości zapisują się na kolejne zawody i… dopada ich kontuzja, która na kilka lat wyłącza ich z biegania. To nie ja Was straszę, to słowa Kiliana (choć ja się w pełni z nimi zgadzam), który w dalszej części wypowiedzi mówi o tym, że on też nie zaczynał od biegów na 100 km. Biegał krótsze dystanse i stopniowo się wydłużał. Warto się nad tym porządnie zastanowić.

Dla kogo ta książka?

Myślę, że jej walory docenią zarówno biegacze początkujący, jak i ci bardziej zaawansowani. Moim zdaniem nie jest to tylko pozycja dla biegaczy górskich czy skitourowców. Jest w niej tak dużo uniwersalnej wiedzy, że biegacze asfaltowi, też znajdą bardzo wiele treści, z których wyciągną coś dla siebie.

Polecam! Lektura obowiązkowa!

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *