Podsumowanie sezonu 2020

Nie tak ten rok miał wyglądać. Chyba każdy może w ten sposób podsumować sezon 2020. Część z Was powie jeszcze zapewne, że startowaliście bardzo mało, bo nie było zawodów. Z tym się akurat nie zgodzę. Jak ktoś chciał znaleźć, to znalazł. Wiosną faktycznie wszystko zostało odwołane, ale latem i wczesną jesienią startów było sporo. Przede wszystkim w górach, choć na asfalcie też coś się działo. Oczywiście mam na myśli małe, lokalne biegi, a nie żadne kolosy.

1.Półmaraton w Wiązownej

„Meta jest taaaaam!!!”

Start ten zapamiętam przede wszystkim z:

  • Życiówki 1:24:15!
  • Mocnego wiatru na trasie. Serio! Na żadnym innym moim biegu tak nie wiało, jak tam!
  • No i przede wszystkim z tego, że zatrzymałam się jakieś 10m przed metą 😀 Jakby czytał to jakiś organizator, to proszę pamiętać, że biegacz na bombie, jak widzi namiot datasport i matę do pomiaru czasu, to zatrzymuje się! Meta musi być jednoznaczna 😉
  • PS Pobiegłam po raz pierwszy w „słoninach” Nike Next% – ciekawy but, ale sam nie biega niestety 😉

Półmaraton miał być tylko sprawdzianem przed maratonem, a okazał się startem docelowym na ulicy. Relacja z biegu tutaj.

2. Transgrancanaria 30km

Niezapomniana meta!
Fot. Jordi Saragossa

Start, którego miało nie być. Zamieszanie covid’owe spowodowało, że stwierdziłam, iż na Kanary polecę, ale startować nie będę, zatem konsekwentnie z założeniami – nie zabrałam ze sobą wyposażenia obowiązkowego na bieg. Na miejscu jednak uznałam… że pobiegnę. Z wyposażeniem na szczęście poratował nas Rafał Kot i Kamil Leśniak. Opłacało się pobiec! Zawsze to nowe doświadczenie, a do tego zajęłam drugie miejsce! Meta była niezapomniana, ale jeszcze bardziej niezapomniane były zakwasy na czwórkach, po ciągłym zbiegu (trasa prowadzi niemalże cały czas w dół). Pierwszy raz schodziłam po schodach bokiem! 😀 Relacja z biegu tutaj.

3. Tatra Trail 18km

Fot. Jacek Deneka, UltraLovers

Przerwa od poprzedniego startu była naprawdę długa! Transgrancanaria była na początku marca, a bieg w Kościelisku 25 lipca. Tatrzański Festiwal Biegowy, to nowa impreza na mapie polskich, górskich biegów, która mam nadzieję pozostanie z nami na dłużej. O moich pochwałach możecie poczytać tutaj, ale w dużym skrócie – świetnie zorganizowana impreza, na miarę popularnych europejskich festiwali. Tatra Trail to solidny trail, ale nie po Tatrach, lecz z widokiem na Tatry. Byłam druga, ale niewiele brakowało do pierwszego! Może w 2021 znowu się tam pojawię 😉

4. Bieg na Wielką Sowę – bieg alpejski, Mistrzostwa Polski

Fot. Krzysztof Gulbinowicz

Podczas tego biegu zostały rozegrane Mistrzostwa Polski w biegu alpejskim. Zajęłam szóste miejsce, ale jest apetyt na więcej! Jeśli umiecie się zmęczyć, to zapraszam na te zawody! Na ostatnich metrach – tuż przez szczytem Sowy – można się konkretnie sponiewierać. W 2019 r. na mecie klęczałam na kolanach, w 2020 r. leżałam jak długa. Co będzie w 2021 r.? 😀 Relacja z biegu tutaj.

5. Bieg o Breńskie Kierpce

Fot. Magdalena Sedlak

Mocne podbiegi, mocne zbiegi, a przede wszystkim szybkie zbiegi w moim wykonaniu. Tak zapamiętam ten bieg. Byłam z siebie naprawdę zadowolona. Zajęłam czwarte miejsce, ale dałam z siebie bardzo dużo i to się liczy najbardziej. Relacja tutaj.

6. Letni Bieg Piastów – Półmaraton

To był mój weekend! Zaplanowałam sobie, że wystartuję zarówno w półmaratonie po Izerach w sobotę i w dwunastce w niedzielę. Półmaraton był ważniejszy. Prowadziłam od początku do końca. Cały czas z dużą przewagą. Co tu dużo mówić, takie biegi są przyjemne! Tym bardziej, po terenach, które się bardzo dobrze zna. Kopalnia Stanisław, Wysoki Kamień… Piękny, dość łatwy i szybki bieg górski. Relacja tutaj. Polecam dla osób, które chcą rozpocząć swoją przygodę z górami.

7. Letni Bieg Piastów – Jakuszycka Dwunastka

Fot. Marcin Oliva Soto

Taktyka na niedzielę była taka: na płaskich odcinkach jakoś wytrwać, a uciec pod górę. Plany pokrzyżowała widoczna na zdjęciu Gosia Moczulska 😀 Na asfalcie już prowadziłam, co mnie zdziwiło, bo miałam w nogach sobotnią połówkę. Jak się okazało Gosia nie dała mi odpocząć 😀 Cały czas siedziała mi na plecach, na podbiegu też nie została z tyłu. Urwałam się jakieś 2-3km przed metą na szerokim, bezpiecznym zbiegu. Dublet zaliczony! Relacja.

8. Półmaraton z Górką

To już mój trzeci półmaraton z górką. Rąbałam ten podbieg zielonym szlakiem ostro. Podczas jednego z dłuższych weekendów w Szklarskiej, zrobiliśmy go trzy razy pod rząd. Trasę znałam bardzo dobrze, a to ważna rzecz. Wygrałam z bezpieczną przewagą, ale o mały włos tuż przed metą mogłam rozwalić to wszystko w pył, bo jakieś 500m przed końcem skręciłam w zły zakręt… Opamiętałam się po jakichś 200m i dlatego mój wynik na mecie to 3:00:01 😛 Relacja.

9. Garmin Ultra Race – 9km

Dystans skromniutki, ale ważne, że bieg wygrany 😀 Maraton startów tydzień po tygodniu spowodował, że rozum wygrał z sercem i zamiast pobiec swój ulubiony dystans, czyli półmaraton, wybrałam najkrótszy bieg – 9km. Im krótszy dystans, tym tempo szybsze, więc była niezła „zabawa”. Nigdy wcześniej nie biegałam w górach Stołowych. Okazało się, że wcale nie są takie płaskie, jakby nazwa wskazywała! Szczególnie zbiegi zasługują na uwagę.

10. Świeradów Run – 10km bieg alpejski

Fot. Krzysztof Gulbinowicz

To co tygryski lubią najbardziej, czyli cały czas pod górę 😀 Ależ ja tu miałam luźną nogę. Cały bieg niemalże z uśmiechem na ustach! Prowadzenie od początku do końca. Lubię ten bieg i często tu wracam! Do tego nasza Akademia Biegania zgarnęła co się dało! Ja zajęłam pierwsze miejsce, Dominika Duczmal drugie, a Ania Lulis trzecie. Jacek także wygrał. Wygraliśmy również drużynowo w składzie: Jacek, Ania, Dominika, Kasia Kochman i ja. System rozwalony 😀

11. Superbieg Półmaraton Polanica Zdrój

Fot. Krzysztof Gulbinowicz

Jeden z trudniejszych biegów w tym roku. Nie odpoczywałam przed tym startem i świadomie poleciałam go na zmęczeniu, z pełnego treningu. Pierwsza część prowadzi prawie cały czas pod górę. Na tym etapie prowadziłam i nikogo za sobą nie widziałam. Druga część to przede wszystkim zbieg. Tam doszła mnie przeciwniczka, zaczęło się robić nerwowo. Biegła mi na plecach. Nie wiem jak ja to zrobiłam, ale w pewnym momencie źle skręciłam. Wbiegłam w las. Szybko zawróciłam i wskoczyłam do rowu, przewróciłam się i w tym momencie zostałam wyprzedzona. Cięłyśmy się potem cały czas na zbiegu. Leciałyśmy naprawdę szybko na technicznych odcinkach. Przegrałam o kilkanaście sekund… ale był to jeden z lepszych moich biegów, a przede wszystkim dobrze zbiegałam! Walczyłam i dałam z siebie baaardzo dużo! To liczy się najbardziej! Takie biegi bardzo dużo dają, bo strefa komfortu została zdecydowanie przekroczona.

12. Ultramaraton Bieszczadzki – bieg na 26 km

Fot. Michał Złotowski

Pierwsze, nie tylko zawody, ale również bieganie po Bieszczadach. Zawody spoko. Tereny mi nieznane, więc było ciekawie. Błota wcale nie było dużo, choć tak straszyli. Dałam radę wywalczyć drugie miejsce , ale bez walki oko w oko, bo Paulina Tracz, która wygrała startowała w drugiej fali, więc ja w sumie ścigałam się de facto sama ze sobą. Szkoda, bo wspólna rywalizacja zawsze pozwala dać z siebie dużo więcej. Bieszczady nie porwały mnie na maxa. Same zawody również. Pozostaje niesmak związany z tym, że dystanse krótsze nadal są na niektórych festiwalach traktowane po macoszemu… Szkoda. Relacja.

13. Bieg Niepodległości 10 km – Mistrzostwa Polski

Bieg na spontanie! W czwartek zaczęłam roztrenowanie, bo żadne biegi do końca roku miały się już nie odbyć (w planach miałam jeszcze Eliminatora, Bieg w Świerkach na 10km i Półmaraton Orła w górach Sowich). W piątek okazało się, że odbędą się jedynie biegi organizowane przez PZLA, w tym dycha w Poznaniu. Mam licencję, szybka zmiana planów, lecę! Decyzja podjęta w piątek, a bieg już w środę. W sobotę zrobiłam trening 10x400m/200m w butach startowych, które ostatni raz na nogach miałam w lutym… Do Poznania jechałam pełna obaw, bo przecież nie trenowałam pod dychę, tylko pod góry. Ale co tam, zobaczymy jak będzie. No i wyszła życiówka 39:07 i 13 miejsce w MP, ale niedosyt jest. Może kiedyś uda się odstawić góry choć na miesiąc i potrenować pod dychę 😀 Relacja.

Podsumowanie

Biegowo był to mimo wszystko bardzo udany rok. Zdecydowanie górski. Czyżby był to zwiastun jeszcze częstszego pojawiania się przeze mnie w górach…? 😉

Wśród tej całej szczęśliwej trzynastki, jest też wielki nieobecny. MARATON! W tym roku miała być Łódź w marcu. Forma na wiosnę była zdecydowanie życiowa. Niestety nie udało się jej skonsumować i przekłuć na wynik w maratonie. Mam nadzieję, że przyszły rok będzie obfitszy w biegi i formę również wypracuję wzorcową. Tego życzę sobie i Wam na nadchodzący 2021 r. 🙂