Półmaraton Orzeł

Półmaraton Orzeł – finałowy bieg Ligi Biegów Górskich, więc oczywistym było, że zjawi się śmietanka biegaczy górskich. Tym bardziej, że tego samego dnia odbywała się uroczysta gala zakończenia tejże ligi. Wiedziałam, że będzie trzeba się mocno sponiewierać żeby uplasować się w pierwszej piątce. Jeśli zapytacie, jakie miejsce obstawiałam dla siebie na kilka dni przed startem – to patrząc na listę zawodniczek – było to 4-5 miejsce. Oczywiście, jak powtarza mi zawsze Jacek – nazwiska nie biegają, ale tak czy siak człowiek zawsze robi jakieś kalkulacje w głowie. Zresztą sama wymyśliłam zabawę na FB i Instagramie w wytypowanie mojego miejsca i czasu na mecie. Trochę się ubawiłam patrząc na tyle odpowiedzi typujących, że wygram, bo wiedziałam, że jest to mało prawdopodobne przy takiej stawce wśród kobiet. Niemniej jednak bardzo dziękuję wszystkim, którzy tak we mnie wierzą i życzą mi jak najlepiej. I muszę przyznać, że podczas biegu chwilami o Was myślałam zastanawiając się, kto wygra opaskę #NieMaMiętkiejGry 😉

Pogodę na sobotę zapowiadali piękną – ok 10-12 stopni, słońce. Wszystko się zgadza, pod warunkiem, że mówimy o Wrocławiu, a nie Sokolcu 😀 W piątek napisał do mnie Daniel Żuchowski, który zawitał do Sokolca dzień wcześniej. Przekazał, żebym wzięła ciepłe ciuchy, bo tam straszna wichura i głowy urywa. Myślę sobie, a co tam, pewnie przesadza i jakiś wietrzyk tylko lekki wieje 😉

Odbieramy pakiety
Fot. Krzysztof Gulbinowicz

W sobotę rano dojechaliśmy z Jackiem i Marcinem (opiekun grupy Muay Running Team) na miejsce startu. Wysiadamy z samochodu, a tu… łeb urywa!!! Cholera, Daniel miał rację! 😀 Poszliśmy odebrać pakiety, a ja się zastanawiałam w czym tu wystartować… Początkowo obmyślana opcja: krótki rękawek + rękawki w ogóle nie wchodziła w grę. Na górę na pewno zakładam długą koszulkę termoaktywną, opaska na głowę i cienkie rękawiczki. Co do dołu to zdecydowałam na 15 min przed startem – getry 3/4. Wybór okazał się idealny. Nie było mi ani za ciepło, ani za zimno. W sam raz. 

Po rozgrzewce. Od lewej: Ula, Daniel Żuchowski, ja i Jacuś, kucają: Tomek Skupień i Marcin Kubica
Fot. Krzysztof Gulbinowicz

Ok. 9:20 poszliśmy kilkuosobową grupką na rozgrzewkę – Jacek, Daniel i Ula, Tomek Skupień. Humory wszystkim dopisywały mimo tego wygwizdowia. Potruchtaliśmy ok. 1,5 km, potem jakieś 20 min sprawności i ze 3 przebieżki. Ok. 9:50 zrzuciliśmy ciepłe ubrania i ruszyliśmy na start. Ja z numerem 18 (w końcu ktoś odzwierciedlił na numerze mój wiek 😀 😀 Dzięki! :P). Stojąc na starcie cały czas skakałam, żeby nie marznąć. Wypatrzyłam dziewczyny, które byłymoją największą konkurencją – Martyna Kantor, Ania Ficner, Zuzanna Mokros, Martyna Adamczyk, Kasia Wilk. Z niektórymi z nich już nie raz startowałam. Z niektórymi wygrywałam, z innymi przegrywałam. Jedno jest pewne – to bardzo mocne zawodniczki górskie, a trzy pierwsze to wielokrotne medalistki Mistrzostw Polski w biegach górskich. Co do dwóch pozostałych, to nie wiem, czy zdobyły kiedyś jakiś medal. 

Trasa zawodów ma ok. 800 m przewyższenia, które rozłożone jest na wiele małych podbiegów i zbiegów.


Nerwów przed startem nie było za wiele. Wiedziałam, że u szczytu formy nie jestem (szczyt ma być na wiosnę) i że jest sporo mocnych przeciwniczek, ale z drugiej strony – miałam świadomość, że jestem w miarę wypoczęta – w czwartek przed startem byłam nawet na wizycie u fizjo (Dawid Lulis). Wizyta była wyjątkowo przyjemna – przed zawodami mnie nie zmasakrował, tylko podkręcił śrubę 😀 A przede wszystkim, wiem że umiem walczyć. Kiedyś bardziej stresowałam się zawodami, teraz wiem, że wkładam w bieganie bardzo dużo pracy, więc czym mam się przejmować stojąc na starcie? Robota została wykonana, teraz tylko trzeba to wykorzystać na zawodach i walczyć aż do bólu.

Widać, ze humory dopisują 🙂

O 10:00 wystartowaliśmy. Od razu na początku zaczęło się od zbiegu. Nie był co prawda jakiś bardzo stromy, ale wszędzie pełno sporych kamieni, nierówno. Nie lubię takich zbiegów. Nie wiedziałam nawet, na której pozycji wśród kobiet biegnę. Po jakichś 3 km zobaczyłam przed sobą Zuzię Mokros. Mocno się zdziwiłam, bo myślałam że wyrwie mocno do przodu i nawet jej nie zobaczę. Pomyślałam, że zapewne pod górę jest mega mocna, a może zbiega tak jak ja 😀 Wyprzedziłam ją. Słyszałam jak jeden z biegaczy mówił do Zuzi: „Spokojnie to dopiero rozgrzewka. Dziewczyny zaczęły bardzo mocno.” Zuzia odpowiedziała, że musi uważać na stopę. Ani razu na trasie jej już nie spotkałam. Zawodów nie ukończyła.

Ja leciałam dalej. Zaczął się kolejny mocny zbieg. Cholera! Zbiegam jak dupa! Wyklinałam na siebie, ale z drugiej strony jak mam zbiegać skoro za bardzo tego nie trenuję… Moc pod górę można wytrenować na zwykłej małej górce w mieście, czy za pomocą innych ćwiczeń (chociażby wskakiwanie na skrzynię). Zbiegania nie nauczysz się bez… zbiegania! Proste jak budowa cepa. A ja czułam się w tamtej chwili właśnie jak cep. Zaczęli mnie mijać nawet jacyś ludzie w plecakach (nikomu nie umniejszając oczywiście). Wtedy się wkurzyłam 😀 Na szczęście zaczął się podbieg. Uff 😛 Był to ok 3-4km. Wyprzedziłam jakąś dziewczynę. Nadal nie wiedziałam, którą aktualnie kobietą jestem. Cisnęłam do przodu. Nagle wypatrzyłam na podbiegu Anię Lulis! Poznałam ją oczywiście po blond kicie i opasce #NieMaMiętkiejGry 😀 (Ania z Dawidem przyjechali pobiegać i przy okazji pokibicować). Ania krzyknęła, że jestem 6. W końcu znałam swoją pozycję. Chwilę później spotkałam Dawida Lulisa. Mój fizjo na trasie, niezły mam support pomyślałam 😉 Chwilę później zaczął się kolejny podbieg. Wyprzedziłam tam Kasię Wilk. Przypomniała mi się Krynica i bieg na 35 km, w którym cały czas się z Kasią „ciełyśmy”. Tam byłam za Kasią, tu się nie dam, pomyślałam 😉 I się nie dałam, bo przybiegłam na pozycji przed Kasią 🙂 Na kolejnym podbiegu wyprzedziłam następną dziewczynę (Ukrainkę, jak się później okazało). Biegłam na 4 pozycji.

W pewnym momencie jeden ze znajomych biegaczy zapytał mnie, kiedy go mijałam pod górę, czy jest szansa na pudło. Kurde, to dopiero 1/3 biegu. Skąd mam wiedzieć co się jeszcze wydarzy. Odpowiedziałam jedynie, że to dopiero początek i nie wiem, co będzie.

Fot. Krzysztof Gulbinowicz

Dalsza część trasy to nadal ciągłe podbiegi, zbiegi i wypłaszczenia. Cały czas mocna siłówka. Dużo błota, bieganie po trawie. Okropne wichursko. Chwilami, aż mną miotało na boki i myślałam, że mój numer startowy odleci jak… orzeł. W sumie, jak się okazało, nazwa zawodów nie byłą chyba przypadkowa 😉 Na szczęście w dalszej części trasy nie było już takich zbiegów jak na początku. Kolejne zbiegi były łagodniejsze i mogłam się na nich spokojnie rozpędzić. W okolicach 9 km, na wypłaszczeniu wyprzedziła mnie Ukrainka. Biegłam 5. Na ok. 500 m przed schroniskiem Orzeł za szybko weszłam w zakręt i wycięłam orła. Kolejne potwierdzenie, że nazwa zawodów nieprzypadkowa 😀 Na szczęście było to tylko poślizgnięcie się i upadek na miękką, wysoką trawę, więc nawet nic mnie nie zabolało i poleciałam dalej.

Skupienie!
Fot. Krzysztof Gulbinowicz

Przy schronisku Orzeł (ok 10 km) Marcin krzyknął mi, że Ukrainka jest 10 sek. przede mną. Polecieliśmy dalej. Znowu pełno błota. Tuż przed podbiegiem na Sowę spotkałam ponownie Anię i Dawida. Podbiegali ze mną na Sowę. Trochę do mnie pogadali, ale w sumie nic nie pamiętam 😉

Dalsza część trasy w sumie bez większych atrakcji. W okolicach 18/19 km zaczęłam się już oglądać, czy nie mam jakiejś dziewczyny na ogonie. Nikogo nie widziałam. Gdzieś w oddali z przodu widziałam Ukrainkę. Na zegarku już 20 km, dobiegamy do betonowego podbiegu, który prowadzi do schroniska Orzeł. Pamiętam go doskonale z biegu na Sowę. Myślę sobie, kuuurdeeee, jeszcze ten podbieg na koniec… ale nie! Trasa prowadzi dookoła, przez trawę. Spoko. Jednak za zakrętem okazało się, że podbieg i tak będzie ale dłuższy i po trawie. Sporo osób już szło. Ja mam taką filozofię, że wolę biec. Przynajmniej szybciej skończy się cierpienie 😀 No i biegnę, ale powoli. Zaczęłam już schizować w głowie, że muszę cisnąć bo mnie jeszcze jakaś dziewczyna wyprzedzi. Nagle, na wzniesieniu widzę Anię! Już po raz trzeci! Tu jej potrzebowałam najbardziej! Zaczęła krzyczeć, że już blisko, że przecież to podbieg, czyli to co lubię najbardziej. Niby rzeczy oczywiste, przecież wiem to wszystko, ale w takim momencie potrzebowałam tych słów. Dzięki Ania! 🙂 Podniosłam wzrok i widzę już zakręt do mety. Nie wiem dlaczego, ale jakoś nie ufałam, że to już koniec 😀 Tyle razy przebiegaliśmy w okolicach tego schroniska, że obawiałam się, że czeka mnie jeszcze kolejna pętelka 😀

Zobaczyłam Jacka. Krzyknął, że już koniec. Uff. Oczywiście włączył się paradoks mety – 100 m wcześniej umierałam, ale jak zobaczyłam metę, to wystrzeliłam jak petarda 😀 Na mecie sapałam jak lokomotywa. Bardzo dużo sił kosztował mnie ten bieg. Jacuś dał mi buziaka i uciekł do schroniska, bo bardzo zmarzł. Na mecie był też Dawid, zmarznięty jak cholera.

Chwilę odsapnęłam. Okazało się, ze kolejna zawodniczka (Kasia Wilk) wbiegła na metę ok 2 min po mnie, więc wcale nie musiałam tak cisnąć tej końcówki.

Klasyfikacja kobiet:

  1. Martyna Adamczyk
  2. Martyna Kantor
  3. Ania Ficner
  4. Moryna Nemczenko
  5. Karolina Obstój
  6. Kasia Wilk

Poszłam do schroniska. Tam złapała mnie już lekka bomba i rozbolał brzuch… Bolący na mecie brzuch to objaw, że było mocne bieganie i dałam z siebie naprawdę dużo. Poumierałam z pół godziny i poszliśmy do Karczmy pod Sową, gdzie mieliśmy nocleg. Po wzięciu prysznica i tabletki rozkurczowej na ból brzucha, poczułam się już lepiej. Potem z powrotem musieliśmy wdrapać się do schroniska Orzeł na dekorację.

Fot. Krzysztof Gulbinowicz

Po dekoracji obiad w karczmie z Danielem, Ulą i Marcinem. A o 17:00 uroczysta gala zakończenia Ligi Biegów Górskich. Zajęłam 2 miejsce w swojej kategorii wiekowej i 7 miejsce open. I tak dobrze, jak na brak spiny w walce o miejsce w pierwszej 10 i dobór biegów atrakcyjnych dla mnie, a niekoniecznie dobrze punktowanych w lidze. No ale każdy ma inne cele i priorytety, a dla mnie wysokie miejsce w lidze nie było priorytetem w tym sezonie.

Podsumowując, zawody bardzo polecam! Trasa w 100% biegowa. Mocny, siłowy cross. Gala też bardzo fajnie i ze smakiem zorganizowana.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *