Przełajowe zmagania City Trail, czyli słodko-gorzki smak 4 miejsca!

Są takie biegi, które pozostają w naszej głowie na długo. W minioną sobotę tj. 5 października odbyły się inauguracyjne zawody tegorocznego cyklu City Trail we Wrocławiu. Nigdy wcześniej nie miałem okazji startować w tych zawodach. Jak wypadł mój debiut w przełajowej piątce? Dlaczego jestem zadowolony, pomimo teoretycznie „niechlubnego” w sporcie 4 miejsca? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w niniejszej relacji! 🙂

Zacznijmy od początku… Do udziału w cyklu City Trail namówił mnie nie kto inny, jak mój przyjaciel Jacek! 😀 Argumentem przemawiającym za przystąpieniem do rywalizacji był wysoki poziom sportowy! A cóż poradzę na to, że im mocniej obsadzone biegi, tym bardziej mnie korcą! Bez zbędnych kalkulacji zapisałem się i opłaciłem z góry wszystkie starty w ramach cyklu. Pozostało tylko odliczać dni do soboty…

Sobota, 5 października. Ten dzień powitał mnie i wielu innych biegaczy chłodem. Temperatura oscylowała w okolicach 5-6 stopni Celsjusza, padał deszcz, a na domiar złego wiał wiatr. Wyglądało to mało obiecująco, i nie zwiastowało niczego dobrego. Na zawody pojechałem wspólnie z Karoliną, która również postanowiła sprawdzić dyspozycję w biegu przełajowym.

Po przyjeździe na miejsce zrobiliśmy krótki rekonesans, odebraliśmy pakiety startowe, a następnie udaliśmy się na rozgrzewkę. Składała się ona na 4 kilometry truchtu, 25 minut sprawności oraz kilka przebieżek rytmowych. Tuż przed samym startem powrót do samochodu, zrzucenie zbędnych warstw ubrań i zamiana adidasów na kolce! Tak, zdecydowałem się biec w kolcach i to była bardzo trafna decyzja! 🙂 (O czym napiszę w dalszej części relacji).

Na godzinę 11:00 został zaplanowany start, na 3 minuty przed startem zjawiłem się na miejscu. Wśród biegaczy spotkałem wielu dobrze biegających chłopaków, m.in. Szymona Dorożyńskiego (aktualnego mistrza Polski na 5 km), Darka Boratyńskiego (brązowego medalistę tegorocznych MP na 5000m), Mateusza Demczyszaka, Bartka Przedwojerskiego, oraz Bartka Stajniaka. Także stawka zawodów była mocno wygórowana! Szybka piona z każdym z nich, starter zaczął odliczanie i ruszyli…

Tempo biegu od samego początku zaczął dyktować Dorożyński, ciągnąc cały peleton biegaczy! Ja postanowiłem „zawiesić się” na jego plecach i trzymać możliwie najdłużej jak tylko się da, z nadzieją, że wytrzymam. Pierwszy kilometr pokonaliśmy w tempie 3:10, co w panujących warunkach wcale nie było takie proste. Podłoże grząskie, błotniste, mnóstwo kałuży dookoła! W tym momencie poczułem radość i nieco pewności siebie wlało się we mnie, gdyż miałem na stopach kolce, co znacznie pomagało mi uniknąć niebezpiecznych pośliźnięć. Drugi kilometr to mocne szarpnięcie tempa! Zegarek wskazał 3:01, i w tym momencie grupa biegaczy stopniowo zaczęła się rozrywać i topnieć. Nie oglądałem się zbytnio za siebie, ale prawdopodobnie biegliśmy w kolejności: Dorożyński, ja, Boratyński i w pewnej odległości od nas Mateusz Demczyszak. Kolejny, trzeci już kilometr przebiegliśmy nadal dosyć żwawo 3:06. Pomimo tego czułem się dosyć dobrze i byłem w stanie nadal utrzymywać się tuż za Szymonem. Po około 3,5 km zaatakował Darek Boratyński, wyprzedził mnie i zrównał się bark w bark z liderem. Szymon Dorożyński przyśpieszył i obydwoje zaczęli się oddalać! Próbowałem przydusić, depnąć mocniej, ale dystans wciąż rósł a ja tak jakbym „stanął w miejscu”. Postanowiłem więc samotnie postarać się utrzymać tempo biegu i dowieźć 3 miejsce do mety. Czwarty kilometr pokonałem w 3:13, czyli tempo mocno spadło. Na 500 metrów do mety zaatakował z za pleców Mateusz Demczyszak, minął mnie i delikatnie odskoczył, a ja nie mogłem zareagować! Próbowałem nadrobić dystans, ale kilkusekundowa strata nie malała! Ostatecznie wpadłem na metę jako czwarty z czasem 15:24 i 8 sekundową stratą do podium.

Z jednej strony wynik zawodów jest całkiem niezły zważywszy na mocną obsadę, a z drugiej troszkę szkoda tej przegranej końcówki! Na pewno ten start pokazał mi na czym aktualnie stoję i jak wiele pracy muszę jeszcze włożyć, aby kolejne zawody City Trail ukończyć na wyższej lokacie!

Teraz pozostaje wziąć się w garść i przygotować szczyt formy na Bieg Niepodległości 11 listopada! 🙂 Gdzie pobiegnę? 😀 W jaki wynik celuję? 😀 Śmiało typujcie w komentarzach! 🙂

Siła czwórki! Czyli dwa czwarte miejsca, Karoliny i moje! 😀

2 komentarze

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *