Sokół…

Od ponad 2 miesięcy w moim treningu pojawiało się tylko OWB1, spokojny pierwszy zakres… Na początku, to było lenistwo, potem jakieś drobne kontuzje, w końcu po roztrenowaniu myślałem, że wracam już na właściwe tory! Tydzień truchtania i coś lekko zacząłem czuć ścięgno Achillesa. Ale nic myślałem, że jak zawsze po roztrenowaniu jestem cały „zardzewiały” i potrzebuje kilkunastu dni na wprowadzenie się. Po 3 tygodniach truchtania, z pomocą fizjo wszystko wydawało się już jest wszystko pod kontrolą. Ale nadszedł City Trail i mocny bieg na 5 km mocno dał w kość łydką i ścięgnu i tak się to ciągnie i ciągnie… Po kolejnych wizytach u fizjo (3 różnych mnie oglądało) mieliśmy jakiś obraz sytuacji. Zajechane łydki… Wszyscy fizjo byli w tym zgodni. Sęk w tym, że pomimo pracy nad nimi ból nie przechodził. Achilles niby zdrowy a ciągle go czuje. Miałem już dość truchtania… Ile można?!I Nadażyła się okazja by wystartować! Klasyczna sytuacja z tego roku. Karolinka jedzie na zawody a ja przy okazji. 😛 Też polecę! 

W sobotę razem z Marcinem „MUAYem” pojechaliśmy do Sokolca na finał ligi biegów górskich! Półmaraton z przewyższeniem około +/- 800 m. Co cię nie zabije, to Cię wzmocni??? Na miejscu wiatr urywał głowę! Co tu pisać o biegu?

Krzysztof Gulbinowicz

Start!!! Od startu ELITA ruszyła bardzo mocno! Lepiarz, Bodurka, Kubica, 3 Ukraińców, Brydl, Skupień, Biernawski, Faron… Ekipa po zbóju!!! Od początku czuje, że nie daje rady utrzymać Pavla Brydla, który biegł na 8 pozycji. Czuję, że nie ma mocy… Po 3 km w nogach beton! Po 5 km jest po biegu… Nogi mam zajechane, oddechowo nie daje rady… A do mety jeszcze 15 km!!! Przeklinam w duchu i myślę, jak ja dam radę dotrzeć do mety?!?!?! Co tu dużo pisać biegłem ile mogłem ale czułem, że to jest mega wolno! Powoli mijają mnie kolejni zawodnicy, nie mam w zasadzie pojęcia który jestem… Nie będę szczegółowo opisywał trasy, bo szkoda czasu, skoro człapałem…Z czasem nie widzę już przed sobą ani za sobą nikogo także staram się już luźno biec i dotrzeć do mety. Nogi cały czas jak dwa kołki i tak mijają kolejne kilometry. Wreszcie 20 km i już prawię widać metę! Końcówkę wymyślił jakiś kat! Trawiasty podbieg, który w zasadzie jest podejściem… Do mety 400 metrów a ja nadal w agonii marszobiegiem. Po biegu jest ciężko, energetycznie jestem wyczerpany… Karolka dobiega 5! Super, że chociaż ona jest w TOP5! REGULARNOŚĆ! To podstawa u Karoliny, która przez 3 lata nie opuściła chyba żadnego treningu! Jest mocna! ;)A ja ciągle jakieś przerwy, 22 lata biegania robi swoje… A może to starość? 😛 Jedno jest pewne! Czas się wziąć, bo #NieMaMiętkiejGry!!!!

A bym zapomniał! Ukończyłem jako 15-ty OPEN! Uf dobrze, że nie przegrałem z żadną kobietą. 😛 Czasem trzeba upaść na dno by później wznieść się na szczyt!

Krzysztof Gulbinowicz

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *