TatraTrail – bieg z widokiem na Tatry!

Czemu nie maraton?

Na decyzję, że na Tatrzańskim Festiwalu Biegowym pobiegnę w Tatra Trail a nie w Tatra Sky Marathon, wiele osób reagowało zdziwieniem i pytaniem „a czemu nie maraton?!” A no temu, że:

  • po pierwsze dystans, na którym najlepiej czuję się w górach to półmaraton (max dystanse w okolicach 30km). Pod takie biegi w górach trenuję. Maraton też bym ukończyła, ale tylko na „ukończeniu” zawodów mi nie zależy. Chcę czegoś więcej. Pewnie z czasem zacznę się „wydłużać”…
  • po drugie, nigdy po Tatrach nie biegałam. Spośród polskich gór zdecydowanie najlepiej mam obiegane Karkonosze. Tatry to jednak nie Karkonosze. Żeby umieć biegać po Tatrach, trzeba trenować w Tatrach. Oswoić się z nimi.

To dwie przyczyny, z powodu których maraton nie był dla mnie.

Za to TatraTrail wydał mi się bardzo interesujący! 18 km, 500 m przewyższenia. Bieg nie po Tatrach, ale… z widokiem na Tatry 😀 Zdecydowałam się! A skoro ja biegnę, to Jacek oczywiście też 😀

Zawody bez „twarzówki” od Jacka się nie liczą 😛
Fot. UltraLovers

Rekonesans trasy

Do Kościeliska przyjechaliśmy już we wtorek. Krótki bieg ma tę zaletę, że spokojnie na kilka dni przed startem można zapoznać się z całą trasą. Wobec tego w środę zrobiliśmy rekonesans TatraTrail. Dokładną relację z trasy przedstawiliśmy na Instastory, żeby osoby, które nie mają możliwości przyjechać wcześniej, mogły zapoznać się z terenem i zobaczyły co ich będzie czekać. Zatem co chwilę się zatrzymywaliśmy na foto i kręcenie filmików 😉

Wnioski z rekonesansu? Szybka, łatwa technicznie trasa! Dużo asfaltu! Myślę, że łącznie uzbierało się ok 8 km asfaltu. Podbiegi bardzo biegowe. Żadnych ścian. Zbiegi bezpieczne, można puścić nogę. Po drodze pasące się krowy, chochoły. Sielanka. Kurde, będzie szybko!

Na takich kibiców możecie liczyć na trasie!
Fot. Dominika Rakszewska

Na ok. 13km wbiega się do lasu i tam zaczyna się najbardziej techniczny fragment trasy. Teren trochę błotnisty. Na szczęście tuż przed biegiem nie było zbyt dużych opadów, więc bokami dało się jakoś ominąć bajorka z błota. Ostatnie 3 km to zbieg po asfalcie.

Gdyby nie te 2 km po lesie, to spokojnie można na te zawody założyć buta asfaltowego (którego faktycznie niektóre osoby z czołówki wybrały). Ja zdecydowałam się jednak na Salomona S-lab’a. Lekka startówka z delikatnym bieżnikiem, więc but niemalże idealny na tą trasę!

Na 15 km zagadnął do nas jakiś Pan, z którym ucięliśmy sobie miłą pogawędkę. Co ciekawe okazało się, że był to teść Marcina Rzeszótko – organizatora biegu 😀 Ostrzegał nas m.in. przed tzw. „osimi bułami”, czyli gniazdami os w ziemi.

Buszująca z chochołami 😛

Jedynym minusem, który mnie denerwował było zalecane wyposażenie obowiązkowe… Regulamin przewidywał, że mamy mieć m.in. kurtkę przeciwdeszczową, okulary, rękawiczki (sic!), bandaż i opatrunek jałowy, folia NRC, gwizdek… No ja rozumiem, że na bieg po Tatrach takie wyposażenie jest wskazane, ale na bieg z… widokiem na Tatry?! Gdzie niemalże połowa jest po asfalcie?! Kurde, absurd! Psu na budę! Na szczęście organizator w porę się ogarnął i zmniejszył wyposażenie do: folii NRC, telefonu, kubka lub bidonu. Uff, nie będę musiała biec w kamizelce, tylko w pasie na biodra. Dobrze, że wzięliśmy z Jackiem dwa pasy, bo byłaby walka 😀

Tatuaż z profilem trasy

Dzień przed startem

Zawody odbywały się w sobotę o 12:00 (maraton startował o 7:00), ale w piątkowy wieczór miała miejsce prezentacja zawodników z elity – 10 kobiet i 10 mężczyzn z obu dystansów.

Zawody w czasach zarazy 😛
Fot. Piotr Oleszak

O przynależności do elity decydowała punktacja ITRA. Był to bardzo dobry pomysł. Nie pamiętam, żeby na innych zawodach w Polsce coś takiego miało miejsce, a na wielu europejskich biegach jest to normalnością. /Jeśli znacie polskie, górskie biegi, na których też odbywa się dzień wcześniej prezentacja elity, to dajcie znać, bo jestem ciekawa czy Tatrzański Festiwal był prekursorem./

Elita biegu Tatra Trail. Niestety nie pojawili się na niej wszyscy zawodnicy.
Fot. Piotr Oleszak

Pakiet startowy też był fajny. Najbardziej podobał mi się tatuaż z profilem trasy! Niby mała rzecz, a biegacze cieszyli się jak dzieci 😀 Dzwonek też jest super! Przyda się do kibicowania.

Pakiet startowy. Dzwonek i tatuaż to najfajniejsze pomysły 🙂
A to małe urządzenie po prawej, z numerem 907, to lokalizator GPS (ta słynna „kropka”). Każdy zawodnik z elity miał go przy sobie podczas biegu i dzięki temu można było śledzić online nasze pozycje podczas zawodów i przebieg rywalizacji.

Zawody

Bieg startuje w Witowie i ma metę w Kościelisku. Na start pojechaliśmy wesołym autobusem zapewnianym przez organizatora. Prognozy wskazywały na zachmurzenie i opady akurat o 12:00, ale świeciło słońce i podczas biegu nie spadła ani kropla.

Spośród moich konkurentek najbardziej obawiałam się Zuzi Mokros. Na papierze powinna ze mną wygrać w cuglach. Jest mocna przede wszystkim pod górę (Mistrzyni Polski w biegach alpejskich z 2019), a na TartaTrail zdecydowana większość to właśnie podbieg. Drugą konkurentką była Iwona Wicha – vice mistrzyni Europy w towerrunningu (czyli siła pod górę jest), życiówka na dychę 36:cośtam (zatem rownież na płaskich odcinkach na ulicy będzie potrafiła rozwinąć prędkość).

Klasyczna rozgrzewka i lecimy. Pierwsze 2,5 km prowadzi po asfalcie. Zaczęłam szybko i leciałam jako pierwsza wśród kobiet. Śmieszne, ale czekałam, kiedy wyprzedzi mnie Zuzia, bo przecież jest ode mnie mocniejsza. Jednak nie wyprzedzała… Na ok 2km zrownał się ze mną Iwona. No i zaczęło się tasowanie! Raz ona kilka kroków przede mną, raz ja. Na mocnym podejściu to ja byłam górą. Jednak na wypłaszczeniu to ona mnie wyprzedziła. Zbieg też należał do niej, ale potem na podbiegu znowu ją dogoniłam u znowu tasowanie. Nie pamiętam dokładnie, ale chyba na ok 8 km biegu urwała mi się. Z perspektywy czasu myślę, że może gdybym utrzymała się dłużej, to być może bym ją jeszcze dorwała, ale mi uciekła skubana 😉

Około 6 km biegu
Fot. Dominika Rakszewska

Później grupa się już rozerwała. W lesie było tyle zakrętasów, że biegłam praktycznie sama. Kilka razy, na dłuższych prostych lub ostrych zakrętach obejrzałam się, czy aby żadna dziewczyna mnie nie goni, no i zastanawiałam się gdzie jest Zuzia?!

Około 13-14 km biegu.
Fot. Dominika Rakszewska

Na 15 km zaczął się asfaltowy mocny zbieg. 17 km poleciałam w 3:39! Na jakieś 500m przed metą (na jedynym podbiegu podczas 3-kilometrowego zbiegu) minęłam Andrzeja Witka z Asią i jej siostrą. Nawet nie podniosłam głowy jak ich mijałam. Sorry 😀 Andrzej krzyczał żebym leciała do końca, że Iwona też już ma dosyć, że leci na oparach, że idzie na podbiegu. Cholera! Na 400m już jej nie dogonię! No ale cisnę. Jakieś 200m przed metą spotkałam Jacka, mówi że z tyłu mam czysto. Dobiegłam druga! Sponiewierana, ale zadowolona!

Chwilę wcześniej myślałam, że żadnej energii z siebie nie wykrzesam, ale na mecie na kilka sekund odzyskałam energię 😀
PS Meta (dywan i brama) tez robiła fajne wrażenie!
Fot. UltraLovers

Wiadomo, że chciałoby się wygrać, ale nie zawsze się udaje. W sobotę Iwona była lepsza. Bardzo jej gratuluję i dziękuję za mocny bieg! Ja zaliczam te zawody do udanych!

Na mecie żółwik od UltraLovers’a i do picia!!! Była bomba! Najlepiej świadczy o tym fakt, że chyba ze dwóm biegaczom, z którymi rozmawiałam na mecie, zamiast powiedzieć „gratuluję”, mówiłam im „powodzenia” 😛 a przecież było już po biegu 😀

Po radości na mecie, przyszła pora na rzeczywistość 😀
Fot. UltraLovers

Co do Zuzi, to okazało się, że wraca do biegania po kontuzji i miała jakieś problemy na trasie. Mam nadzieję, że szybko się z tego wykaraska! Trzymam kciuki!

Dekoracja

Tutaj też duży plus dla organizatora za pomysłowość! Były sztuczne ognie podczas dekoracji. Był szampan. Niby drobiazgi a robią robotę! Oprawa godna dużych, europejskich imprez biegowych! Organizatorzy nawet posprzątali trasę TatraTrail z zalegających w lesie śmieci, lodówek(!), żebyśmy mogli cieszyć oko naturą a nie ludzką głupotą… Brawo Marcin! Tobie i Twojemu zespołowi wyszło to świetnie! Ja zdecydowanie oceniam organizację na 5+! Świetna, nowa impreza na polskiej mapie biegów!

Na drugi dzień w końcu poszliśmy w Tatry! Przed startem trzeba było odpoczywać, więc bieganie po górach musieliśmy sobie odpuścić. W niedzielę już nie było przeszkód. No prawie… bo nogi odmawiały posłuszeństwa :p Gruz, zakwasy wszędzie! I w łydkach, i w dwójkach, i w czwórkach 😀 Przydałaby się regeneracja. Wyszło 38 km po Tatrach, 7h marszobiegu, 2300 m przewyższenia, ok. 11 szczytów (najwyższy Starobociański Wierch 2176 m), ale widoki piękne! To były bardzo fajnie spędzone dni!

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *