Wspomnienia – I Bieg Koziołków 2010 rok

Po długim oczekiwaniu nadszedł wreszcie 11 września. Czyli dzień na który zaplanowano I Bieg Koziołków. Start do biegu zaplanowano na godzinę 11:00, około 1,5 h wcześniej zjawiłem się na miejscu. Byłem ciekawy i pełen obaw po ubiegłorocznej klapie ” Kędzierzyńskiej Dwunastki”, czy bieg się uda. Na rozgrzewkę wyszedłem na około 45 minut przed startem. Ze względu na panujący upał przeprowadziłem ją bardzo spokojnie w gronie znajomych biegaczy. Przed startem martwiłem się, że mogę być trochę zmęczony ponieważ dzień wcześniej startowałem w barwach mojego klubu KU AZS Politechnika Opolska w zawodach I ligi Seniorów rozgrywanych w Częstochowie. (800 metrów).

Wreszcie start! I od razu wielkie nerwy! Zaraz po starcie trasa skręcała w prawo a grupa kilkunastu biegaczy, w tym ja, pobiegła prosto! Nie znałem trasy, a jak sędzia tłumaczył przed biegiem, to siedziałem w cieniu daleko od linii startu. Przez to zamiast od razu po starcie być w czołowej grupie ja znajdowałem się na jakieś 30-tej pozycji. Ale już po kilometrze byłem 4-ty zaraz za dwoma zawodnikami z Ukrainy. Do lidera triathlonisty mieliśmy jakieś 50 metrów straty. Trasa liczyła 4 pętle po około 2,5 km.  Po pierwszej pętli nic się nie zmieniało. Na drugiej pętli prowadzący stopniowo się oddalał od naszej trójki, ja biegłem spokojnie za rywalami. Półmetek, pokonałem już tylko z jednym z Ukraińców, Yourim. Drugi osłabł i finalnie zszedł z trasy. Za 4 miejsce nie było nagród finansowych. Po trzeciej pętli upał zaczynał dawać się we znaki. Gdyby nie odcinek trasy w parku, który był w cieniu było by o wiele ciężej. Przy punkcie z wodą tylko spojrzałem na butelki z wodą, chociaż czułem już pragnienie. Mam zasadę, że nie pije na zawodach, bo zawsze gdy nie przestrzegam tego łapie mnie kolka… Wreszcie zaczęła się 4 pętla i lekko już odstawałem od Youriego. Ale niesiony dopingiem znajomych, którzy stali w różnych punktach trasy, na około 1 km przed metą dogoniłem go! On szarpnął 500 metrów przed metą i niestety zostałem…Na ostatniej prostej jeszcze zerwałem się do mocnego finiszu i zbliżyłem się na jakieś 3 metry ale już było za późno. Na metę wbiegliśmy na 2 i 3 pozycji.

M20

Po biegu poszliśmy z z kolegą z zza wschodniej granicy potruchtać. Zrobiliśmy całą pętle pod prąd kibicując tym którzy wciąż walczyli z dystansem i zmęczeniem. Po godzinie dekoracja! Stałem na podium aż trzy razy! Open, kategoria wiekowa i mieszkaniec miasta 😉 Po biegu jeszcze załatwiłem Ukraińcom dojazd na dworzec PKP razem z moimi znajomymi. 

OPEN


Ciekawie po 9 latach znaleźć taką relacje napisaną na kartce 😉 Ciekawostką, jest to że w tamtym okresie nie piłem na zawodach wcale, nie używałem zegarka z GPSem. Na tym biegu po raz pierwszy złamałem 33 minuty na 10 km. Nie patrząc na zegarek wcale!  To pokazuje, jak głowa nieświadoma prędkości może przesuwać własne granice!!!  Wszystko jest w naszych głowach!

klasyfikacja mieszkańców miasta

“Umysł to wszystko. Mięsień to kawałek gumy. To kim jestem osiągnąłem tylko dzięki mojemu umysłowi.” – Paavo Nurmi, fiński biegacz długodystansowy, na Igrzyskach Olimpijskich w 1924 zdobył 5 złotych medali